
Panna Beale nie pytała, skąd ta informacja. To była jedna z tych rzeczy, które panna Burrows po prostu wiedziała. Donośny głos ciągnął dalej:
– Spotkałam w tym tygodniu w Bibliotece Westminster Hildę Rolfe, tamtejszą dyrektorkę szkoły. Niezwykła kobieta! Bardzo inteligentna i podobno doskonała nauczycielka, ale wyobrażam sobie, że może budzić strach wśród studentek.
Panna Burrows często budziła strach nie tylko wśród swoich studentów, ale i większości kolegów, jednak byłaby zdumiona, gdyby to usłyszała. Panna Beale spytała:
– Mówiła coś o inspekcji?
– Tylko wspomniała. Oddawała książkę i spieszyła się, więc nie rozmawiałyśmy długo. Jak rozumiem, mają epidemię grypy i połowa personelu leży chora.
Panna Beale pomyślała, że to dziwne, aby przy takich kłopotach kadrowych tracić czas na przyjazd do Londynu w celu oddania książki w bibliotece, ale nic nie powiedziała. Przed śniadaniem nie traciła energii na zbędne słowa. Panna Burrows nalała jej drugą filiżankę.
– Przy tej pogodzie i z połową szkoły w łóżkach czeka cię wyjątkowo nudny dzień.
Jak miały później przez lata wspominać – z tą miłą skłonnością do powtarzania rzeczy oczywistych, która stanowi jedną z przyjemności długotrwałych związków – panna Burrows nie mogła się bardziej mylić. Panna Beale nie spodziewając się niczego innego prócz męczącej jazdy, nużącej wizytacji i ewentualnego sporu z tymi członkami Szpitalnego Komitetu Edukacyjnego, którzy zechcą przyjść, narzuciła szlafrok na plecy, wsunęła stopy w kapcie i powlokła się do łazienki. Tym samym zrobiła pierwsze kroki na drodze do stania się naocznym świadkiem morderstwa.
II
