— Oto jest, proszę państwa — mówił Terry. — Obserwujemy teraz na naszych ekranach Jima Readera, spożywającego swój pierwszy od dwóch dni, skromny posiłek. Nasi kamerzyści porządnie się napracowali, aby przekazać państwu ten obraz! Dziękuję, chłopcy… Proszę państwa, chwilowego schronienia udzieliła Jimowi Readerowi Mrs. Velma O’Dell z Sześćdziesiątej Trzeciej Ulicy 343. Dziękujemy, Dobra Samarytanko O’Dell! To naprawdę cudowne, jak ludzie ze wszystkich ścieżek życia otwierają swe serca przed Jimem Readerem!

— Pośpiesz się lepiej — powiedziała Mrs. O’Dell.

— Dobrze, proszę pani — wymamrotał Reader.

— Nie chcę strzelaniny w moim mieszkaniu.

— Już kończę, proszę pani.

— Nie zabiją go? — spytało jedno z dzieci.

— Zamknij buzię — skarciła je Mrs. O’Dell.

— Tak, Jim — zawołał śpiewnie Mike Terry — pośpiesz się lepiej. Twoi prześladowcy nie są daleko. Oni nie są głupcami, Jim. Zdeprawowani, wypaczeni, szaleni — tak! Ale nie głupi. Idą po śladzie twojej krwi — krwi z twojej skaleczonej dłoni, Jim!

Dopiero teraz Reader zdał sobie sprawę, że rozciął dłoń na parapecie okiennym.

— Daj, zabandażuję to — powiedziała Mrs. O’Dell.

Reader wstał i pozwolił opatrzyć sobie dłoń. Patem Mrs. O’Dell dała mu brązową marynarkę i szary kapelusz z jedną połową ronda wygiętą do dołu.

— To rzeczy mojego męża — powiedziała.

— Ma przebranie! — zawył z zachwytu Mike Terry: — To coś nowego, proszę państwa! Przebranie! Na siedem godzin przed ocaleniem!

— Teraz wyjdź stąd — powiedziała Mrs. O’Dell.

— Idę, proszę pani — zdecydował się Reader. — Dzięki.

— Myślę, że jesteś głupcem — dodała. — Myślę, że jesteś głupcem mieszając się w to.

— Tak, proszę pani. — Nie warto.

Reader podziękował i wyszedł. Dotarł pieszo do Broadwayu, wsiadł do pociągu metra w kierunku Pięćdziesiątej Dziewiątej Ulicy, a potem kolejką miejską dojechał do Osiemdziesiątej Szóstej. Tam kupił gazetę i przesiadł się do pierwszego składu metra zmierzającego w kierunku Manhasset.



5 из 22