Myśl… myśl! Myśl jedynie o wa

Naturalnie odczuwał wa, które pozwoliły mu zbudować tę twierdzę, ale te, których potrzebował teraz, były inne. Sięgał na zewnątrz, wa do wa, jego własne do innych, i uwolnił swe widzenie. Znów mógł obserwować pustynię.

Po narilach nie było najmniejszego śladu, natomiast w pobliżu znajdowały się dwa krzaki. Przedtem ich tam nie było. Uśmiechnął się do siebie w duchu, choć powodów do uśmiechu miał niewiele. Marile były wprawdzie inteligentnymi zwierzętami, ale nigdy by im nie przyszło do głowy, iż krzaki w takim miejscu mogą tak samo zwracać na siebie uwagę, jak one same. Zresztą te krzaki niewątpliwie były narilami!

Fakt, iż ciągle tak cierpliwie czekały w tym upale potwierdzał jego najgorsze obawy. Niewątpliwie były szkolone i ślepo posłuszne rozkazom. Kto wie, może to nawet myśliwi samego Yateka Moraha?

Czuł wa gęstego pustynnego powietrza i cząsteczek wody wokół, ale je zignorował. Sięgał wyżej, znacznie wyżej i modlił się pełen nadziei, iż gdzieś w jego zasięgu jest dość chmur, by uformować to, co niezbędne.

Naturalnie, były tam, ale bardzo wysoko i w niewielkich ilościach, oby — w wystarczających. Musi ich wystarczyć.

Powoli, ostrożnie sięgnął do wa chmury, cząsteczek wody, przemawiał do nich, prowadząc je ostrożnie i łącząc we wzory i grupy, coraz bardziej i bardziej gęste, skupiał w jednym miejscu, dokładnie nad jego maleńkim fortem.

Nie był pewien, czy posiada dość mocy, ale w tej chwili tyle tylko mocy i siły był w stanie zebrać. Musi wystarczyć, Po prostu musi…

Teraz wa chmur leć! W górę, wznieś się ku słońcu, swej gwieździe — karmicielce. Wznoś się… wznoś…

Przyczajone opodal dwa „krzewy” zadrgały, zamigotały i ponownie zmieniły się w narile.



4 из 322