
— A dokąd ty zmierzasz, sor'ca? — spytał Coinneach, potem szybko rzucił okiem na przewieszonego przez konia kozła, uśmiechnął się lekko.
— Na południe — chłodno wyprowadziła go z błędu. - Drieschot.
Elf przestał się uśmiechać.
— Ludzkim brzegiem?
— Przynajmniej do Ceann Tceise — wzruszyła ramionami. - Przy kaskadach pewnikiem wrócę na brokilońską stronę, bo…
Odwróciła się, słysząc chrapanie koni. Nowi Scoia'tael dołączali do i tak już niezwykle licznego komanda. Tych nowych Milva znała jeszcze lepiej.
— Ciaran! — krzyknęła cicho, nie kryjąc zdumienia. - Toruviel! Co wy tu robicie? Ledwo com was przeprowadziła do Brokilonu, a wy znów…
— Ess'creasa, sor'ca — powiedział poważnie Ciaran aep Dearbh; Spowijający głowę elfa bandaż plamiła sącząca się krew.
— Tak trzeba — powtórzyła za nim Toruviel, zsiadając ostrożnie, by nie urazić zgiętego w temblaku ramienia. - Przyszły wieści. Nie możemy tkwić w Brokilonie, gdy liczy się każdy łuk.
— Gdybym była wiedziała — wydęła wargi — nie trudziłabym się dla was. Nie nadstawiałabym karku na przeprawie.
— Wieści przyszły wczoraj w nocy — wyjaśniła cicho Toruviel. - Nie mogliśmy… Nie możemy w takiej chwili zostawić naszych towarzyszy broni. Nie możemy, zrozum to, sor'ca.
Niebo ciemniało coraz bardziej. Tym razem Milva wyraźnie usłyszała daleki grom.
— Nie jedź na południe, sor'ca — powiedział Coinneach De Reo. - Nadchodzi burza.
— A cóż mnie burza może… — urwała, spojrzała na niego uważniej. - Ha! A więc to takie wieści was doszły? Nilfgaard, tak? Przekraczają Jarugę w Sodden? Uderzają na Brugge? Dlatego wyruszacie?
Nie odpowiedział.
— Tak, jak w Dol Angra — spojrzała w jego ciemne oczy. - Znowu nilfgaardzki cesarz posłuży się wami, byście ludziom mąt na tyłach czynili mieczem a ogniem. A później cesarz mir z królami zawrze, a was wytłuką. W ogniu, który wzniecicie, sami zgorzejecie.
