
– O co chodzi? Przecież ona jest psychiczna.
– Albo wciska jakieś pierdoły, żeby odwrócić uwagę od tego, że uciekła z miejsca poważnego wypadku.
– Czy my w ogóle wiemy, jaką sprawę obiecała dla nas rozwiązać?
– Ostatniego wieczoru mamrotała coś o Bethany.
– Bethany Beach? To na pewno nie jest w tym stanie, nie mówiąc już o hrabstwie.
– Siostrach Bethany, cwaniaczku. Zaginięcie sprzed lat.
– A ty jesteś się gotów założyć, że ona wciska kit?
– No.
– Chcesz, żebym stracił pół dnia? St. Agnes jest straszny kawał drogi stąd. Naprawdę mam z nią pogadać?
– No.
Infante odwrócił się do wyjścia, zirytowany, zły. Dobra, zasłużył, żeby lekko przykręcić mu śrubę, ale Lenhardt na pewno o tym nie wiedział, więc i tak działa się niesprawiedliwość.
– Hej, Kev? – zawołał za nim sierżant.
– Tak?
– Znasz takie powiedzonko: „robić sobie jaja”? Zawsze myślałem, że to metafora, ale dzisiaj rano przypomniałeś mi, że można to rozumieć dosłownie. Rozmawiałeś z różnymi ludźmi przez cały ranek i nikt ci nie powiedział, że masz twarz upapraną żółtkiem?
Infante gwałtownie podniósł dłoń, odnalazł zdradliwą drobinę jajka w kąciku ust.
– Spotkanie przy śniadaniu – wyjaśnił. – Pracowałem z informatorem, który może coś wiedzieć o McGowan.
– Ty już tak odruchowo kłamiesz? – Głos sierżanta wcale nie był nieżyczliwy. – A może po prostu starasz się nie wyjść z wprawy przed następnym małżeństwem?
Rozdział 3
łodemu doktorowi wybranie sobie ciastka zajęło sporo czasu. Najpierw wskazał pączka, potem duńskie ciastko, jednak w końcu wrócił do pączka. Kay Sullivan stojąca za nim w kolejce wręcz czuła to jego oczekiwanie na przyjemność, ale także poczucie winy w związku z podjętą decyzją. Przecież on miał nie więcej niż dwadzieścia sześć, dwadzieścia siedem lat, był chudy jak chart i napędzany adrenaliną.
