Moja miłość i wdzięczność dla mojego męża, Johna Conheeneya, naszych dzieci i wnuków wciąż rośnie i pomnaża się. Są dla mnie wszystkim.

Pozdrowienia dla przyjaciół, którzy czekali, aż skończę książkę, abyśmy znów mogli być razem.

Jestem gotowa!

CZĘŚĆ PIERWSZA

l

Tego ranka Ellie obudziła się z poczuciem, że wydarzyło się coś strasznego.

Odruchowo wyciągnęła rękę, aby dotknąć Bączka, uroczo miękkiego pluszowego pieska, który dzielił z nią poduszkę, odkąd sięgała pamięcią. Kiedy w ubiegłym miesiącu obchodziła siódme urodziny, Andrea, piętnastoletnia siostra Ellie, postraszyła ją, że już czas wynieść Bączka na strych.

Nagle dziewczynka przypomniała sobie, co jest nie tak: Andrea nie wróciła na noc do domu. Po kolacji poszła do swojej najlepszej przyjaciółki Joan, by wraz z nią uczyć się do klasówki z matmy. Obiecała, że będzie w domu przed dziewiątą. Kwadrans po dziewiątej mama wybrała się do Joan, aby zabrać Andreę do domu, ale powiedziano jej, że córka wyszła o ósmej.

Mama wróciła zdenerwowana i bliska płaczu właśnie w momencie, gdy tata przyjechał z pracy. Tata był porucznikiem w nowojorskiej policji stanowej. On i mama natychmiast zaczęli wydzwaniać do wszystkich przyjaciółek Andrei, ale nikt jej nie widział. Wtedy tata powiedział, że pojedzie do kręgielni i lodziarni, żeby sprawdzić, czy przypadkiem Andrea tam nie poszła.

– Jeśli skłamała, że zamierza odrabiać lekcje do dziewiątej, nie wyjdzie za próg tego domu przez następne sześć miesięcy – oznajmił gniewnie, a następnie zwrócił się do mamy: – Jeżeli powiedziałem to raz, to jakbym powiedział tysiąc razy. Nie życzę sobie, żeby szwendała się sama po zmroku.

Choć tata mówił podniesionym głosem, Ellie zorientowała się, że jest bardziej zaniepokojony niż zły.

– Na miłość boską, Ted, wyszła o siódmej. Wybierała się do Joan. Miała być w domu o dziewiątej, a ja nawet wyszłam po nią.



2 из 227