Droga Ciocia mówiła mi kiedyś, że martwe ciało robi się zimne. Tego ranka przemarzłam do szpiku kości, więc bardzo się bałam.

– Zimno mi – załkałam i z oczu pociekły mi łzy.

Droga Ciocia usiadła na taborecie i posadziła mnie sobie na kolanach. Przestań, Piesku, zbeształa mnie łagodnie, bo inaczej łzy zamarzną i zmienią się w sople, które wyklują ci oczy. Szybko rozmasowała mi stopy, ugniatając je, jakby wyrabiała ciasto. Lepiej? Już lepiej?

Kiedy przestałam płakać, Droga Ciocia zapaliła więcej kadzidełek. Wróciła na próg pokoiku i wzięła swój but. Wciąż go widzę – zakurzony niebieski materiał, czarna lamówka, dodatkowy ozdobny listek, wyhaftowany w miejscu, gdzie zrobiła się dziura. Myślałam, że na koniec Droga Ciocia chce spalić własny but w ofierze zmarłym. Ale ona wyciągnęła zza podszewki zapisany zwitek papieru, który pokazała mi wcześniej. Dała znak, a jej ręce powiedziały: To nazwisko mojej rodziny, nazwisko wszystkich nastawiaczy kości. Podsunęła mi karteczkę przed oczy, mówiąc: Nigdy go nie zapomnij. Potem położyła ją na ołtarzu. Kłaniałyśmy się i prostowały, kłaniały i prostowały. Ilekroć podnosiłam głowę, patrzyłam na zapisane na papierze nazwisko. Brzmiało ono…

Dlaczego nie potrafię go dziś ujrzeć? Kazałam ustom wymówić setki nazwisk, ale ani jedno z nich nie zdołało trącić żadnej struny pamięci. Czy dlatego, że było to rzadkie nazwisko? Czy zapodziało się, bo zbyt długo trzymałam je w tajemnicy? Może straciłam je w taki sam sposób, w jaki gubiłam wszystkie swoje ulubione rzeczy – żakiet, który dała mi GaoLing, gdy wyjeżdżałam do sierocińca, suknię, w której, zdaniem mojego drugiego męża, wyglądałam jak gwiazda filmowa, pierwszą dziecinną sukienkę, z której wyrosła Luyi. Ilekroć darzyłam jakiś przedmiot szczególnym uczuciem, chowałam go w kufrze z najlepszymi rzeczami. Trzymałam je tam tak długo, że niemal zupełnie o nich zapominałam.



5 из 337