
Nic się nie stało.
— No, co jest, rób coś! — zirytował się Collins, wyraźnie zawiedziony. Utylizator dalej tylko cicho szemrał i nic więcej.
Zawsze można go oddać w zastaw. Uczciwy handlarz dałby mu za złom przynajmniej dolara. Spróbował podnieść Utylizator. Okazało się to niemożliwe. Spróbował raz jeszcze, tym razem angażując wszystkie siły i zdołał unieść jeden róg o cal nad ziemię. Puścił ciężar i siadł na łóżku, dysząc ciężko.
— Trzeba było przysłać ze dwóch facetów do pomocy — zwrócił się Collins do Utylizatora. W mgnieniu oka szum nasilił się i cała maszyna zaczęła wibrować.
Collins obserwował ją uważnie, ale dalej nic się nie działo. Wiedziony impulsem, wyciągnął rękę i pacnął w czerwony guzik.
W mig pojawili się dwaj potężni faceci, odziani w zgrzebne stroje robocze. Z uznaniem popatrzyli na Utylizator.
— Bogu dzięki — odezwał się jeden — że to mały model. Z tymi dużymi człowiek się naużera jak głupi.
— I tak lepsze to niż marmurowe kamieniołomy, no nie? — odezwał się drugi.
Spojrzeli na Collinsa, który wytrzeszczał na nich gały. W końcu pierwszy powiedział:
— No dobra, szefie, nie będziem tu sterczeć do nocy. Gdzie przestawić?
— Kim panowie są? — wydukał Collins.
— Przenosicielami. A co, może wyglądamy jak siostry Vanizaggi?
— Ale skąd panowie się tu wzięli? — pytał dalej Collins. — I dlaczego?
— Wzięliśmy się z firmy przenosicielskiej Powha Minnile Movers, Incorporated — wyjaśnił facet. — A dlatego, że pan szanowny życzył sobie coś przestawić. Gdzie to postawić?
— Proszę sobie iść — powiedział Collins. — Później panów wezwę.
Przenosiciele wzruszyli ramionami i zniknęli. Collins przez dłuższą chwilę wpatrywał się w miejsce po nich. Potem przeniósł spojrzenie na Utylizator Klasy A, który z powrotem szumiał sobie z cicha.
Utylizator? Znalazłby dla niego lepszą nazwę. Spełniarka życzeń, na przykład.
