Dziura w ścianie powiększyła się i wielki, czerwony na gębie gość wkroczył jedną nogą do pokoju, z furią napierając na brzeg wyrwy. W tym momencie Collins przypomniał sobie, że maszyny na ogół miewają właścicieli.

Ktokolwiek był posiadaczem spełniarki życzeń, na pewno nie przyjąłby jej utraty ze stoickim spokojem. Zrobiłby wszystko, żeby ją odzyskać. Możliwe, że nie zawahałby się nawet przed…

— Broń mnie! — wrzasnął Collins do Utylizatora i dźgnął czerwony guzik.

Pojawił się drobny, łysy człowieczek w krzykliwej piżamie, zaspany i ziewający.

— Sanisa Leek, Gwarantowane Remonty Ścian — wyrecytował, trąc oczy. — Jestem Leek. Czym mogę służyć?

— Wyrzuć go stąd! — wrzasnął Collins. Czerwony na gębie, wymachując dziko ramionami, zdołał już prawie przecisnąć się przez otwór w ścianie.

Leek wygrzebał z kieszeni piżamy błyszczący kawałek metalu. Czerwony na gębie zaczął wrzeszczeć.

— Chwileczkę! Pan nie rozumie! Ten człowiek…

Leek wycelował w niego błyszczącą blaszką. Czerwony na gębie wrzasnął i zniknął. Po chwili znikła również dziura w ścianie.

— Zabił go pan? — zapytał Collins.

— Skądże znowu — odparł Leek, chowając blaszkę. — Ja go tylko zawróciłem jego własnym kanałem. Tą drogą więcej nie spróbuje.

— Czy to ma znaczyć, że spróbuje inną? — zapytał Collins.

— To możliwe — powiedział Leek. — Może próbować mikrotransferu, a nawet animacji. — Spojrzał surowo na Collinsa. — To jest pański Utylizator, tak?

— Jasne — powiedział Collins i zaczął się pocić.

— I ma pan klasę A?

— Naturalnie — zapewnił go Collins. — Gdybym nie miał klasy A, to co by u mnie robił Utylizator?

— Nie chciałem pana urazić — uspokoił go sennym głosem Leek. — Tak tylko zgaduję — wolno pokiwał głową. — Wy, ludzie klasy A, to sobie podróżujecie! Pan tutaj wrócił, żeby pisać powieść historyczną?

Collins tylko uśmiechnął się zagadkowo.



4 из 14