
– Ucz się – powiedział surowo Jakub. – Nieboszczyk, nawet wampir rzecz święta. Nasz zawód naraża na pokusy, ale nie jesteśmy hienami.
– Ale to jest z ćwierć kilo.
– Jak nie możesz na to patrzeć, to nikt ci nie każe. Uwinęli się gładko. Łopata drut, kołek, głowa w nogach. Zalutowali, zasypali udeptali. Zniknęli w mrocznej kurzawie. Deszcz zatarł ślady kopania. Dobro należy czynić w milczeniu.
Koło południa dnia tego
Jakub nalewał właśnie karmy z wiadra dla swoich trzech świnek, gdy rozległo się pukanie do drzwi chlewika. Odwrócił się zaskoczony. Na jego podwórku stała wysłużona czarna wołga, a do drzwi pukał sam Jakubowski.
– Dzień dobry – cicho powiedział gminny sekretarz partii.
– Dobry. Cóż was sprowadza towarzyszu sekretarzu do meliny ciemnogrodu i reakcji?
– Mam do was poufną sprawę.
Wyjął z kieszeni kopertę i usiłował niezdarnie wcisnąć ją w ręce Wędrowyczowi. Ten ostatni wziął ją w końcu i ciekawie zajrzał do środka. Wewnątrz tkwiły dwa tysiące złotych.
– To chyba rzeczywiście bardzo poufna sprawa – stwierdził. – A konkretnie?
– Pan słyszał o mojej zmarłej żonie?
– Dużo.
– Od trzech tygodni przychodzi i puka do mojego okna.
Egzorcysta amator oddał mu kopertę. – Nie zajmuję się zabobonami. Niech pan idzie z tą sprawą do księdza albo napisze do KC z prośbą o instrukcje.
– Jeśli pieniędzy jest za mało, to proszę podać cenę. Pogadam też z posterunkowym, żeby dali spokój swoim podejrzeniom.
– A co konkretnie miałbym zrobić?
– Osikowy kołek, czy jakoś tak.
– Już mówiłem, że się tym nie zajmuję. Zresztą, ateiści nie wstają z grobów.
– Dobrze panu mówić. Niech pan się zgodzi. Przyszedłem do pana, bo tylko pan to potrafi.
– A jeśli mi się nie uda?
– Panu? Legendy krążą o pańskim kunszcie! Słyszałem od znajomego z Dubienki, a i z Uchań przyszły wieści.
– Jutro o pierwszej. Niech nikt mi nie przeszkadza.
