Dalton milczał, zaciągając się mocno cygarem. Nagle pochylił się do przodu i zajrzał Blaine'owi prosto w oczy.

— Mówił pan, że nie jest w Zarządzie — odezwał się z lekkim uśmiechem. — Zgoda. O ile pamiętam, przedstawiono mi pana jako badacza, czy tak?

Blaine potakująco skinął głową.

— To znaczy, że wychodzi pan w przestrzeń i leci do gwiazd?

— Może byśmy jednak zmienili temat, panie Dalton?

— Zatem jest pan dewiatem.

— Wiem, że stać pana, by tak mnie nazwać. Chciałbym jednak zaznaczyć, iż w kulturalnym towarzystwie nie używa się raczej tego określenia.

Uczucie wstydu było jednak Daltonowi obce.

— Jak tam jest?

— Już mówiłem, że nie chce o tym rozmawiać.

— Latacie tam samotnie, czy grupami?

— No dobrze. Nie jestem sam. Mam ze sobą taśmy.

— Taśmy? — brwi Daltona uniosły się.

— Komplet zminiaturyzowanych urządzeń badawczo-pomiarowych, które wykonują badania i rejestrują wszelkie dane.

— Ale w tym urządzeniu jest pan?

— Nie, do cholery. Mówię przecież, że biorę to ze sobą. Tak, jak pan jakąś niewielką torbę.

— Aha, pański umysł i to urządzenie.

— Tak, zgadza się. Mój umysł i to urządzenie — odparł kąśliwie Blaine.

— Rozumiem — odrzekł poważnym głosem Dalton. — Dzięki za informacje.

Blaine nie zadał sobie trudu, by cokolwiek odpowiedzieć.

Dalton wyjął z ust cygaro i pomrukując z cicha, kontemplował je dłuższą chwile. Cześć cygara, którą trzymał w wargach, była obrzydliwie przeżuta i zwisały z niej groteskowo pasma zaślinionego tytoniu. Po chwili włożył cygaro ponownie do ust i zaczął intensywnie ssać jego końcówkę.



24 из 248