
Blaine był zdumiony. Niesłychanie rzadko zdarzało się, by człowiek potrafił nawiązać kontakt telepatyczny z innym gatunkiem istot rozumnych. Zbyt potężne bowiem były bariery biologiczne i umysłowe dzielące poszczególne rasy kosmiczne, aby telepatia mogła je przełamać i okazać się przydatna w takim stopniu, jak sądzili zwolennicy starodawnej — jasnej i klarownej — sztuki telepatycznej.
I wówczas stworzenie odezwało się:
— WITAJ PRZYJACIELU, WYMIENIAM Z TOBĄ ŚWIADOMOŚĆ.
Mózg człowieka zaskowyczał w bezgłośnym, pełnym paniki zdumieniu Bo oto nagle, bez żadnego ostrzeżenia, stał się Blaine podwójną osobowością sobą samym i tym różowym stworem. W samym momencie widział jak on, czuł tak samo, jak on, posiadał jego wiedzę i był jednocześnie sobą, Shepherdem Blaine'em, badaczem Fishhooka, umysłem poza Ziemią, daleko od domu.
W tej samej chwili zatrzasnął się jego czas.
Doznał uczucia szaleńczego pędu, jak gdyby przestrzeń w ułamku sekundy stała się eksplodującą hukiem gromu przeszłością, ku której gnał w niewyobrażalnym pędzie. Shepherd Blaine, wbrew własnej woli, został raptownie przeniesiony przez pięć tysięcy lat świetlnych do wybranego punktu w północnym Meksyku.
3.
Ze ślepym, wręcz instynktownym uporem wydobywał się ze studni ciemności. Wiedział gdzie jest, Z wiedział kim jest, jakkolwiek w żaden świadomy sposób nie potrafił tej wiedzy sobie przyswoić. Tak zresztą było zawsze, gdy wracał stamtąd. Tym razem jednak odczuwał to nieco inaczej. Tkwiła w nim dziwaczna obcość jakiej nigdy dotychczas nie doświadczył. Odnosił wrażenie jakby w połowie tylko był sobą, drugą zaś jego część stanowiła nieznana, przerażona istota. Czuł dreszcz skamlącego leku pochodzącego od intruza, który nie potrafił opanować swego strachu.
Wydobywał się w górę korytarzem mroku, usiłując jednocześnie wypchnąć ze swego umysłu dręczącą go swym lekiem osobowość. Był to jednak daremny wysiłek. Obcość bowiem wniknęła w jego mózg po to by tam żyć, by pozostać jego częścią już na zawsze.
