
— Tak, słucham.
— Musimy ustalić, co dalej. Moja ucieczka ze sklepu Sterna zostanie odkryta. Musisz mnie ukryć albo kupić, jak wolisz. Twój mąż. Frank, nie musi o niczym wiedzieć; ulokował swoje uczucia gdzie indziej, wobec czego mogę tylko życzyć mu szczęścia. Kiedy już zatroszczymy się o drobne szczegóły, będziemy mogli… Melisando!
Melisanda obchodziła go dookoła.
— Najdroższa, co się stało?
Melisanda położyła rękę na kablu zasilania. Rom stał bardzo spokojnie, nic próbując się bronić.
— Melisando, kochanie, zaczekaj. Wysłuchaj mnie…
Delikatne rysy Melisandy wykrzywił skurcz. Złapała kabel i jednym brutalnym szarpnięciem wyrwała go z wnętrzności Roma. Rom umarł w połowie zdania.
Melisanda zacisnęła kabel w ręku i potoczyła wokół dzikim spojrzeniem.
— Ty draniu — powiedziała — ty parszywy łajdaku, myślałeś, że zrobisz ze mnie jakąś cholerną zabawkę? Myślałeś, że będziesz mógł mnie włączać i wyłączać, kiedy zechcesz? O nie, nie zrobisz tego ani ty, ani Frank, ani nikt inny, wolę umrzeć, niż zgodzić się na twoją ohydną miłość, zapamiętaj, że to ja wybieram czas, miejsce i osobę, że ja decyduję, nikt inny, tylko ja, słyszysz?
Rom nie mógł oczywiście odpowiedzieć. Ale może tuż przed śmiercią zrozumiał, że nie wchodziło tu w grę żadne osobiste uprzedzenie. Nie chodziło wcale o to,, że wyglądał jak metalowy cylinder pomalowany na czerwono i pomarańczowo. Powinien był wiedzieć, że to nie miało żadnego znaczenia — i że równie dobrze mógłby wyglądać jak zielona plastykowa kula, jak drzewo lub jak piękny młody mężczyzna.
