– Czego miałyby się dowiedzieć?

Noah pozostawił to pytanie bez odpowiedzi. Tony postanowił dać za wygraną.

– Zawsze był z ciebie kawał egoisty – mruknął. – Od czasów Grenady nie łowiliśmy rekinów, a teraz chcesz zatrzymać je wszystkie dla siebie.

Noah odprężył się.

– Wystarczy mi odrobina szczęścia, abym odpłynął na bezpieczną odległość, zanim się zorientują, że jestem obok nich w wodzie.

– Nie sądzę. Zazwyczaj robisz wokół siebie mnóstwo hałasu.

– Zobaczymy. Pojedź mniej więcej na tydzień w góry, a ja zorientuję się w tym czasie, co z Ogdenem. – Otworzył biurko, wyjął z szuflady pęk kluczy i rzucił je przyjacielowi. – Wynająłem na twoje nazwisko domek w Sierra Madres. Adres masz na kółku. Nie mów nikomu, dokąd wyjeżdżasz, nawet sekretarce. Dobrze?

– Jak sobie życzysz. – Wstał. – Przyda mi się parę dni wypoczynku. Muszę jeszcze przynieść ci do podpisu te umowy amsterdamskie. Mają być gotowe na poniedziałek, a ja wyjadę pod koniec tygodnia.

– Jedź we wtorek.

– Już dobrze, niech będzie wtorek. Zadzwonisz do mnie, jeśli będę ci potrzebny?

– Zadzwonię na pewno.

Tony ruszył ku drzwiom.

– Jeszcze jedno… – Noah rozmyślał nad czymś intensywnie, marszcząc brwi. – Skontaktuj się z Sethem. Poproś go, żeby wpadł.

– Nie zgodzi się.

– Poproś go.

– Na miłość boską, Noah, po co ci najemnik? Przecież to nie wojna!

– Jeszcze nie.

– Nie wiemy nawet, czy on żyje. Nie odzywa się od pięciu lat.

– Na pewno był wśród żywych osiem miesięcy temu. Spędziliśmy wspólnie tydzień na pokładzie „Cadro”, żeglując po Morzu Karaibskim.

Tony nie ukrywał zaskoczenia.

– Nic mi o tym nie mówiłeś.

– Nie mówię ci wszystkiego, Tony.



14 из 338