
— Wiem o tym — powiedział sympatycznym tonem Haskell.
— Jak więc mógłbym sobie poradzić na jakiejś obcej planecie? I czemu mielibyście zatrudnić właśnie mnie?
Haskell wyglądał na nieco zakłopotanego.
— Cóż, ocenił pan nasze stanowisko niezupełnie właściwie mówiąc, że mają być „zwykli zwiadowcy dla zwykłych ludzi”. To nie jest takie proste. Kolonię zamieszkują tysiące, często miliony ludzi, którzy znacznie różnią się między sobą, jeśli chodzi o zdolność przetrwania. Ludzkie podejście i prawo wymagają, aby wszyscy mieli szansę. Co więcej, muszą mieć pewność tej szansy, nim opuszczą Ziemię. Musimy przekonać ich, a także prawo i samych siebie, że nawet najsłabsi będą mogli przetrwać.
— Proszę mówić dalej — powiedział Perceveral. — Dlatego też — Haskell wyraźnie przyspieszył — kilka lat temu przestaliśmy wykorzystywać zwiadowców o maksymalnej zdolności przeżycia i zaczęliśmy zatrudniać zwiadowców o minimalnej zdolności.
Perceveral siedział przez chwilę w milczeniu, przetrawiając tę informację.
— Tak więc jestem wam potrzebny, ponieważ jeśli ja przeryję gdzieś, będzie to znaczyło, że może tam żyć dosłownie każdy.
— Można by to mniej więcej tak właśnie podsumować — przyznał Haskell, z miłym uśmiechem.
— A jaką mam szansę?
— Niektórzy z naszych zwiadowców o minimalnej zdolności przeżycia radzą sobie bardzo dobrze.
— A inni?
— Oczywiście istnieje pewne ryzyko — przyznał Haskell — i oprócz potencjalnych niebezpieczeństw, jakie mogą pana czekać na nowej planecie, w samej istocie eksperymentu zawiera się pewne zagrożenie. Nie mogę nawet powiedzieć panu jakie, ponieważ zepsułoby to jedyny element kontrolny naszego testu na minimalną zdolność do przetrwania. Powiem panu tylko, że takie zagrożenie istnieje.
— Niezbyt zachęcająca perspektywa.
