— Byłam u ciebie dziś rano i włączyłam ogrzewanie — powiedziała Hetty. — Przynajmniej będziesz miał ciepło.

— Dzięki — wymamrotał. — Niepotrzebnie robisz sobie z mojego powodu tyle kłopotu.

Nieśmiałe migotanie stawało się coraz szybsze, blokując mu coraz bardziej pole widzenia i tworząc znajome wzory: ruchliwe tęczowe figury geometryczne, które maszerowały i przesuwały się, otwierając okna w nieznane wymiary. Nie teraz — modlił się w duchu — teraz nie chciałbym odbyć podróży. Te zaburzenia optyczne znał od dzieciństwa. Zdarzały mu się w odstępach trzymiesięcznych albo kilkudniowych — w zależności od nasilenia stresów psychicznych — zwykle poprzedzone uczuciem zadowolenia. Kiedy euforia mijała, pojawiały się migotliwe zygzaki w polu widzenia prawego oka, prowadzące do niewytłumaczalnych, przerażających podróży w przeszłość. Świadomość, że taka podróż trwa zaledwie ułamek sekundy czasu rzeczywistego i że musi to być jakiś figiel pamięci, nie przynosiła żadnej ulgi, ponieważ ponownie przeżywane sceny z reguły nie były przyjemne. Dotyczyły one fragmentów życia, o których by najchętniej zapomniał, momentów krytycznych. Nietrudno było zresztą zgadnąć, na który to koszmar przyjdzie akurat kolej.

Kiedy samochód zatrzymał się przed jego domem, Breton był już właściwie zupełnie ślepy na prawe oko; rozpościerała się przed nim piękna kolorowa zasłona — drżąca, tęczowa, pełna świetlistych figur geometrycznych — uniemożliwiająca mu właściwą ocenę odległości. Namówił Hetty, żeby nie wysiadała z samochodu, pomachał jej, kiedy oddalała się zaśnieżonym podjazdem, i zabrał się do otwierania drzwi frontowych.



29 из 141