Lisa Jackson


Dreszcze

Jackowi i Betty Pedersonom, wspaniałym rodzicom,

cudownym przyjaciołom i ludziom, którzy wierzyli,

że mogę dokonać wszystkiego.

Mamo, Tato, dziękuję!


Prolog

Szpital Naszej Pani od Cnót

Nowy Orlean, Luizjana

Czuła jego oddech.

Ciepły.

Zniewalający.

Zmysłowy i wywołujący lęk.

Czuła obecność, od której zjeżyły się jej włosy na karku, ścierpła skóra, a na plecach pojawiły się kropelki potu.

Serce jej waliło. Nie mogła się poruszyć. Stała w ciemności i gorączkowo przeszukiwała wzrokiem mroczne kąty swojego pokoju. Przez otwarte okno słyszała kumkanie żab na pobliskich moczarach i stukot przejeżdżających daleko pociągów.

Ale on tu był razem z nią.

Odejdź, chciała powiedzieć, ale powstrzymała się w nadziei, że nie dostrzeże jej, stojącej przy oknie. Po drugiej stronie ulicy latarnie rzucały na ziemię mdłe, błękitnawe światło; zdała sobie nagle sprawę, że jej okryta tylko cienką nocną koszulą sylwetka jest widoczna na tle upiornej poświaty.

Oczywiście, widzi ją i zaraz znajdzie.

Jak zawsze.

Zaschło jej w gardle. Zrobiła krok do tyłu i oparła się ręką o okienną framugę. Może tylko wyobraziła sobie jego obecność. Może wcale nie słyszała odgłosu otwieranych drzwi. Może po prostu zbyt szybko wybudziła się z wywołanego lekiem snu. W końcu nie było jeszcze tak późno, dochodziła dopiero ósma wieczorem.

Może jednak jest bezpieczna w tym pokoju, swoim pokoju, na drugim piętrze.

Może.

Sięgnęła do lampki na nocnym stoliku, kiedy usłyszała ciche szuranie na deskach podłogi.



1 из 302