– Mogło wywietrzeć. Inaczej nie ma siły, załatwił ich ktoś trzeci…

Znów mu przerwałam, bo mój umysł się rozszalał.

– Zaraz, czy sytuacja mieszkaniowa jest tam wyjaśniona? Dostałam adres od pośrednika, mieszkanie miało być do sprzedaży. Ta nieboszczka przewidziała własną śmierć? Czy też może siostrzenica miała przeczucie i z góry zaplanowała sprzedaż po zejściu cioci…?

Obaj, zarówno Henio, jak i Janusz, zainteresowali się tym dość gwałtownie. Rzeczywiście, coś tu było dziwnego. Gdyby facetka za życia sprzedawała duże i przeraźliwie zagracone mieszkanie, gdzieś przecież zamierzała się podziać. Zaplanowała sobie dom starców…? Gdyby na ten pomysł wpadła siostrzenica, też powinno się sprawę zbadać, bo wyglądała mocno podejrzanie.

– Od którego pośrednika dostała pani ten adres?

Sprawdziłam, podałam mu firmę, adres i numer telefonu. Jasne, pośrednik musi wiedzieć, kto z nim rozmawiał. Dziś za późno, ale jutro…

Janusz uczepił się mojej propozycji przeszukania. Wyjaśnił Heniowi, że bez tego możemy się stać podejrzani wszyscy troje. Zakładając, że kasetka była pełna i zawierała na przykład tysiąc monet, lekko licząc po cztery miliony sztuka… Starannie policzyliśmy zera, wypadło cztery miliardy. Cztery miliardy to już coś, nawet jednostka odporna mogłaby się złakomić. Henio dał się przekonać.

Pół nocy spędziliśmy rozrywkowe. Dwóch sympatycznych młodych ludzi przeszukało moje mieszkanie, znajdując przy okazji nożyczki, które zginęły mi dwa lata temu, oraz naparstek, który przepadł jeszcze dawniej. Potem, na stanowcze żądanie Janusza, przeszukali także jego kawalerkę, potem przeszukali samochód i wyrzucili z niego torbę ze śmieciami, o których ciągle zapominałam, potem zaś brak osiągnięć śledczych uczciliśmy drobnym poczęstunkiem. Posądzenie, że tymi czterema miliardami przekupieni zostali wszyscy, powolutku zaczynało upadać, szczególnie że Henio zastosował przytomne zabezpieczenie. Bez niczyjej wiedzy włączył magnetofon i każde słowo stało się słyszalne. Najlepiej wypadł mój krzyk na widok naparstka.



25 из 187