Boże, jak ja sobie z tym poradzę!

Dolg wspina się obok mnie, w każdym razie wydaje mi się, że to Dolg, wszyscy mamy poczernione twarze i ręce. Musieliśmy też włożyć najciemniejsze ubrania, wyglądamy chyba jak kominiarze w kominie.

Tak, to Dolg, wspina się bardzo lekko i nie jest ani trochę zdyszany. A to spryciarz, czy nie mógłby się choć odrobinę zmęczyć? Albo wykonać jakiś niezgrabny ruch, tak żeby człowiek nie musiał się czuć jak zdesperowana krowa? Och, nie mam już więcej sił, a teraz jeszcze Ram się ode mnie oddala, zaraz lina się napnie i wtedy on się zorientuje, jaka jestem bezradna. To straszne.

W tym samym momencie Faron zarządził postój.

– Wspinacie się jak stado małpek – rzekł z uznaniem. Indra gotowa była go pocałować, gdyby nie to, że znajdował się w odległości ładnych kilku metrów ponad nią z lewej strony. A całować skały zamiast niego nie miała zamiaru. – Czy ktoś ma jakieś problemy?

Ponieważ nikt inny się nie odezwał, Indra zaczęła z goryczą:

– Nie, oprócz tego, że zostawiłam płuca i przyssawki na dole. Może ktoś ma zapasową parę, którą mógłby mi pożyczyć?

Wszyscy się roześmieli, a gdy znowu zapadła cisza, Kiro powiedział:

– Myślisz, że obce nam to uczucie, Indro? Naprawdę doskonale sobie radzisz.

– Winna jestem wam teraz obu, i tobie, i Faronowi, całusa za te piękne słowa. Szczerze powiedziawszy, czuję się jak zwłoki, które właśnie odkryły, że cierpią na lęk wysokości. Mam świadomość, że usłyszawszy odpowiedź mogę się załamać, ale mimo to ośmielę się spytać: czy już niedługo będziemy w połowie?

– W połowie? – uśmiechnął się Faron. – Czy ty nie patrzysz ani w górę, ani w dół?



19 из 165