
– Twoje zdrowe – powiedziałam, podnosząc kieliszek. – Głupio wypadło. Wcale mi się to nie podoba.
– A mnie, myślisz, że zachwyca?
– Mam nadzieję, że nie wyrzuciłeś ich z pracy? Tych dwojga?
– Pewnie, że nie, a cóż oni winni? Mają stracić dobrą robotę, bo żona szefa zwariowała? Nawet nie wiedzą, że się do tego przyczynili. Ale powiem ci, że już byłem na ostatnich nogach, kiedy wpadło mi w oko twoje zdjęcie na wystawie polskiej księgarni i zadziałało jak balsam. Potem już miałem dosyć zajęcia, żeby cię odnaleźć, i nie było kiedy się gryźć. Cholernie chciałem spotkać się z tobą.
– No i proszę. Przyjechałam i spadło na ciebie szczęście ekstra, przywiozłam trupią głowę…
– O głowie jeszcze nie, pozwól sobie powiedzieć, że cenię cię wyżej niż cały wagon trupich głów. Co to było z tym Jasiem?
– Z ja… a! Skorupka Jasia! Proszę cię bardzo, też dużo by gadać, ale streszczę.
Rozumiesz, czym skorupka nasiąknie…
– I czego się Jaś nie nauczy i tak dalej – przerwał mi niecierpliwie. – Nie cytuj całej księgi przysłów, przejdź od razu do sedna.
Przeszłam z łatwością, nie rozczarowałam się, Grzegorz rozumiał wszystko w pół słowa. Całe moje trzecie małżeństwo przeniosło się w ogóle na jakiś mało ważny margines i pozbyłam się go jeszcze przy krewetkach. Rozmaitym szczegółom dałam spokój, mogły go wprawdzie rozweselić, ale brakowało nam teraz czasu na beztroskie rozrywki.
