– Dwa wozy – powiedziałam z rozpędu do Grzegorza, równocześnie widząc wylatującą tuż przed zderzakiem facetkę. – Hamowali wszyscy, mogła ujść z życiem. Jeśli już mam przyjąć kryminał, jeden eskortował drugiego, ona jechała w pierwszym i sama próbowała wyskoczyć. Stąd kraksa.

I już mówiąc te słowa poczułam błogość, która mogła opromienić pół życia. Nie miałam cienia wątpliwości, że Grzegorz wszystko rozumie, nadawaliśmy na tej samej fali, cóż za ulga! Nie trzeba mu wyłupywać toporem, niczym sołtys na miedzy najgłupszej krowie świata!

– Też tak uważam i byłem ciekaw, czy sama to powiesz. Mnie tam nie było, muszę patrzeć twoimi oczami.

– Mogę ci to narysować.

– Proszę cię bardzo…

Na serwetce restauracyjnej stworzyłam, można powiedzieć, sensacyjny komiks.

Rysować umiałam całe życie, w skupieniu postarałam się o utrzymanie właściwych odległości, uwzględniłam trzy fazy. Grzegorz przy każdej kiwał głową.

– Wyobraziłem to sobie identycznie i powiem ci szczerze, już wczoraj wieczorem próbowałem narysować. Mogę się pochwalić, że wyszło podobnie. Zatem przyjmujemy, że ta Helena nie jechała dobrowolnie i usiłowała wyskoczyć…

– Wyskoczyła – skorygowałam. – Usiłowania jej się powiodły.

– Wyskoczyła, w porządku. Do tej pory było łatwo, bo w grę wchodziły prawa przyrody. Teraz się zaczynają komplikacje.

– Tak jest – przyświadczyłam. – Czekaj, to ja jestem kryminalistka, a nie ty. Lęgną się następujące pytania: primo, dlaczego jechała pod przymusem? Secundo, dlaczego kazała mi uciekać? Tertio, dlaczego wieźli ją tą samą trasą, którą jechałam, specjalnie czy przypadkowo? Quarto, jaki to miało związek z listem, o ile list był od niej, a prawie gotowa jestem za to głowę na pniu położyć. Quinto…

– Naprawdę do tego stopnia umiesz liczyć po łacinie? – zainteresował się nagle Grzegorz.

– Umiem liczyć w ośmiu językach i nie powinno cię to dziwić – odparłam z naganą. – Nasz zawód, twój obecny, a mój były, zawsze wymagał liczenia.



50 из 214