Przez pół minuty obie strony mierzyły się uważnym spojrzeniem.

Należący do Jenny blok do walki radioelektronicznej doniósł o rosnących szumach w paśmie datawizyjnym krótkiego zasięgu.

Czar prysnął.

— Dobra, bierzmy się za nich! — zakomenderowała.

Zaczęli okrążać mężczyzn wzdłuż skraju strefy największych zniszczeń. Obcy przyglądali się temu w milczeniu.

— Chcesz wszystkich? — zapytał Will.

— Wystarczy jeden. Ten żołnierz musi być wyposażony w najpotężniejszy sprzęt zakłócający, skoro może osiągnąć tego rodzaju efekt maskujący. Jeśli damy radę, to jego właśnie schwytamy.

— Myślałem, że kombinezony kameleonowe wtapiają się w otoczenie — mruknął Dean.

— Nie wiadomo, czy to w ogóle ludzie — dodał Will. — Może to ksenobionty, które ich udają? Pamiętajcie o tamtym kołowcu.

Jenny postanowiła omieść żołnierza promieniem laserowego odległościomierza; odczyt powinien zawierać rzeczywisty kontur przeciwnika z dokładnością do pół milimetra. Z boku hełmu powłokowego wystrzeliła niebieska wiązka, lecz zamiast obrysować postać żołnierza, kilka metrów przed nim rozproszyła się, tworząc turkusową mgiełką. Po sekundzie moduł odległościomierza wysiadł na dobre. Nanosystem informował, że całe urządzenie nie działa.

— Widzieliście? — zapytała. Pokonali już trzecią część drogi.

— Widziałem — burknął Will. — To ksenobionty. Bo czemu ktoś miałby ukrywać swój wygląd?

Narastały zakłócenia w paśmie datawizyjnym. Jenny zauważyła, że żołnierz odpina guziczek kabury.

— Stój! — Jej głos wydobył się z hukiem z zewnętrznego głośnika bloku nadawczo — odbiorczego. — Wszyscy trzej jesteście aresztowani. Połóżcie ręce na karku i nie wykonujcie żadnych ruchów.



19 из 582