
Dean Folan był spokojnym trzydziestokilkuletnim mężczyzną o hebanowej skórze i tego rodzaju miękkich rysach, jakie spotykało się u większości ludzi genetycznie udoskonalonych. Był średniego wzrostu, ale za to kończyny miał tak długie i krzepkie, iż w porównaniu z nimi tułów wydawał się skarlały. Jenny wiedziała, że stoją za tym wzmacniane mięśnie i kości utwardzane włóknem krzemowym — specjalnie wydłużone, aby ułatwić stosowanie dźwigni i dać więcej miejsca dla implantów.
Will Danza idealnie pasował do popularnego wyobrażenia o nowoczesnym żołnierzu: dwadzieścia pięć lat, wysoki, barczysty, długie i prężne mięśnie. Genotyp dawnego pruskiego żołnierza: blondyn, kulturalny, rzadko uśmiechnięty. Roztaczał wokół siebie niemal namacalną aurę zagrożenia; z kimś takim nikt, choćby najbardziej pijany, nie szukał w barze zaczepki. Jenny podejrzewała, że poczucie humoru jest mu obce, choć z drugiej strony w ciągu ostatnich trzech lat trzykrotnie brał udział w tajnych misjach w terenie. Kiedy przygotowywali wyprawę do dżungli, przejrzała plik z danymi na jego temat i musiała przyznać, że były to ciężkie zadania: po jednej z akcji trafił na osiem miesięcy do szpitala, gdzie dosłownie odbudowano go ze sklonowanych organów, ale też otrzymał Szmaragdową Gwiazdę z rąk samego diuka Saliona, najstarszego kuzyna Alastaira II i przewodniczącego komisji bezpieczeństwa Tajnej Rady Kulu. Podczas rejsu w górę rzeki nigdy o tym nie rozmawiał.
Puszcza zaczęła z wolna zmieniać swe oblicze. Rozłożyste, splątane drzewa ustępowały miejsca wysokim, smukłym pniom z pióropuszami puszystych liści wyrastających trzydzieści metrów nad ziemią. Na dole płożył się zwarty kobierzec pnączy, które wiły się po drzewach prawie do połowy ich wysokości niczym stożkowe, inkrustowane kolumny. Widoczność wyraźnie się polepszyła, lecz konie musiały wyżej podnosić kopyta. W górze pnączaki przeskakiwały z pnia na pień niewiarygodnymi susami, śmigając w stronę dających im schronienie liści. Aż dziw, że nie zsuwały się po śliskiej korze.
