– Może uda się ich zmusić, żeby coś zrobili pod batem, ale na nic więcej bym nie liczyła… – westchnęła Stanisława.

– Przestań co chwila wyskakiwać z tą nahajką. Na to są paragrafy. Trzeba raczej użyć kija i marchewki.

– Na walenie kijem pewnie też są? – Monika pogubiła się w niuansach polszczyzny.

Wyjaśniły jej, o co chodzi.

– Poza tym jest ich raptem czworo – dodała agentka.

– Trzeba będzie uzupełnić niedobory. – Alchemiczka w zadumie spoglądała na dolinę.

– Sądzisz, że ktoś zechce iść na wieś na parobka w czasach, gdy rolnictwo jest nierentowne, a ze wsi wszyscy uciekają? – Katarzyna spojrzała na kuzynkę spod oka.

– Każda epoka ma ludzi luźnych, którzy egzystują poza systemem cechowo-feudalnym i dla których wejście w zależności lenne będzie dobrym rozwiązaniem…

– Że co?!

– Gdy byłam młoda, mieliśmy na Ukrainie podobne problemy. Ziemi można było zaorać po horyzont, tylko że do zbiorów i pracy na roli potrzeba wielu rąk. Więc mój ojciec robił po miastach nabór. Zawsze było tam trochę biedoty, uczniowie, którzy nie przeszli przez egzaminy cechowe, żebracy… Nawet beznogich inwalidów można było zatrudnić do przędzenia wełny i lnu.

– I oni zgadzali się, żeby z ludzi wolnych stać się chłopami pańszczyźnianymi? – Agentka wytrzeszczyła oczy.

– A co mieli do stracenia? U nas po kilku latach pracy każdy stawiał własną chałupę, mógł założyć rodzinę, miał chleb i do chleba, hodował jakąś chudobę. A w niedzielę do kościoła szedł w odświętnym ubraniu. Przy zakładaniu nowej wsi jego dzieci mogły liczyć nawet na dwadzieścia lat zwolnienia z wszelkich powinności. Bez trudu znajdowaliśmy chętnych. Żeby nie te ciągłe najazdy, dorobilibyśmy się gigantycznej fortuny.

– Ale pańszczyzna…?

– A teraz niby co jest? Żeby móc żyć, i to często na pół gwizdka, trzeba tyrać jak dziki osioł. Ilu ludzi musi harować za groszowe stawki po kilkanaście godzin na dobę? A podatki? W starożytnym Rzymie niewolnik mógł zatrzymać jedną dziesiątą tego, co zarobił. Dziś wolni ludzie oddają państwu jedną piątą dochodów, czterdzieści jeden procent na ZUS, a od tego, co zostanie, płacą VAT… Jak to nazwać? U nas była taka zasada:



25 из 215