
– To wygląda na kawałki metalu w kości udowej – wskazałam kilka białych plamek. – Musimy być ostrożne. Później zrobimy jeszcze kilka zdjęć.
Na następnych kliszach widać było kości żebrowe w kawałkach, tak, jak je pamiętałam. Kości ramieniowe były w lepszym stanie, chociaż popękane i wymieszane. Kilka kręgów dałoby się uratować. Na prawo od klatki piersiowej widać było kolejny kawałek metalu. To nie wyglądało na gwóźdź.
– Na to też trzeba będzie uważać.
Lisa kiwnęła głową.
Następnie zajęłyśmy się plastykowymi pojemnikami. Nic niezwykłego. Dolna szczęka była w całości, wąskie korzenie zębów solidnie trzymały się kości. Nawet korony były w całości. W dwóch zębach trzonowych jaśniały plamki. Bergeron będzie ucieszony. Gdyby były testy dentystyczne, plomby przydadzą się w ustalaniu tożsamości.
Wtedy zauważyłam kość czołową. Pokrywały ją drobne białe plamki, jakby ktoś posypał ją solą.
– Tej części też zrób mi jeszcze jedno zdjęcie – rzekłam cicho, przypatrując się nieprzezroczystym fragmentom tuż przy lewym oczodole.
Lisa spojrzała na mnie dziwnie.
– Dobrze. Wyjmijmy go – zdecydowałam.
– Albo ją.
– Albo ją.
Moja asystentka rozłożyła prześcieradło na stole i na zlewie umieściła siatkę. Z jednej z szuflad w kontuarze ze stali nierdzewnej wyjęłam papierowy fartuch, założyłam go przez głowę i zawiązałam wokół pasa. Na twarz założyłam maskę, na ręce naciągnęłam chirurgiczne rękawiczki i odsunęłam zamek torby.
Zaczynając od stóp, wyjęłam największe i najłatwiejsze do zidentyfikowania przedmioty i kawałki kości. Potem wróciłam do tego samego miejsca i zaczęłam przesiewać resztę, by zlokalizować mniejsze rzeczy czy fragmenty kości, które mogłam wcześniej pominąć. Każdą garść Lisa umieszczała pod bieżącą wodą i wymyte przedmioty kładła na kontuarze, ja natomiast układałam fragmenty szkieletu na materiale.
