
– Nie jeżdżę do sanatorium, Ryan.
– Chcesz wiedzieć jak?
Nie odpowiedziałam.
– Mechanizm włączył grzejnik. To wywołało ogień, który zapalił zbiornik z propanem. Większość mechanizmów została zniszczona, ale kilka udało się uratować. Wygląda na to, że zostały nastawione na włączanie z przerwami, ale kiedy ogień się rozprzestrzenił, zajęło się wszystko.
– Ile podłączył tych zbiorników?
– Czternaście. Znaleźliśmy jeden cały mechanizm na podwórku. Pewnie był niesprawny. Można taki kupić w każdym sklepie żelaznym. Spróbujemy z odciskami palców, chociaż trudno polegać na tej metodzie.
– Co przyspieszyło rozprzestrzenienie się ognia?
– Benzyna, tak jak podejrzewałem.
– Po co dwie substancje łatwopalne?
– Bo jakiś czubek chciał, aby dom uległ zniszczeniu, i nie chciał spieprzyć roboty. Prawdopodobnie doszedł do wniosku, że nie będzie miał drugiej okazji.
– Skąd o tym wiesz?
– LaManche zdołał wydobyć z ciał znalezionych w sypialni próbki płynów. Toksykolog znalazł straszne ilości Rohypnolu.
– Rohypnolu?
– On ci o tym opowie. Mówią na to narkotyk gwałtu na randce czy jakoś tak, bo nie jest wyczuwalny przez ofiarę i rozkłada na kilka godzin.
– Ja wiem, co to jest Rohypnol, Ryan. Jestem tylko zdziwiona. Nie tak łatwo go dostać.
– Zgadza się. To może być ślad. Jest zakazany w Stanach i w Kanadzie. Pomyślałam, że kokaina też.
– Jest jeszcze coś dziwnego. Ci w tej sypialni to wcale nie byli Ward i June Cleaver. LaManche mówi, że on miał dwadzieścia kilka lat, a ona dobiegała pięćdziesiątki.
Wiedziałam o tym. LaManche poprosił mnie o opinię podczas autopsji.
– I co teraz?
– Pojedziemy tam, aby przeszukać pozostałe dwa budynki. Nadal czekamy na informację od właściciela. To jakiś pustelnik, który zaszył się gdzieś na belgijskim zadupiu.
