
Po chwili usłyszał męski głos:
– Tu biuro Frances Neagley.
– Czy jest u siebie? – zapytał Reacher.
– Mogę zapytać kto mówi?
– Jack Reacher.
– To dobrze. Dziękuję, że się pan z nami skontaktował.
– Z kim rozmawiam?
– Jestem asystentem pani Neagley.
– Ma asystenta?
– Tak.
– Czy jest u siebie?
– Jest w drodze do Los Angeles. Na pokładzie samolotu, jak sądzę.
– Zostawiła dla mnie wiadomość?
– Chciałaby się z panem jak najszybciej spotkać.
– W Chicago?
– Będzie w Chicago przez kilka dni. Myślę, że powinien pan tam pojechać.
– O co chodzi?
– Nie mam pojęcia.
– Czy ta sprawa ma związek z pracą zawodową?
– Nie sądzę. Założyłaby teczkę. Omówiła sprawę z nami. Nie prosiłaby o pomoc obcych.
– Nie jestem obcy. Znam ją dłużej niż pan.
– Przepraszam. Nie wiedziałem.
– Gdzie zamierza się zatrzymać w Los Angeles?
– Tego również nie wiem.
– W jaki sposób mam ją odnaleźć?
– Powiedziała, że będzie pan wiedział.
– Co to ma być? Jakaś próba? – zapytał Reacher.
– Powiedziała, że nie potrzebuje pańskiej pomocy, jeśli nie potrafi jej pan odnaleźć.
– Nic jej nie jest?
– Coś ją trapi. Nie powiedziała mi co.
Reacher odwrócił się od ściany, nie odrywając słuchawki od ucha. Metalowy przewód owinął się wokół klatki piersiowej. Spojrzał na autobusy i tablicę odjazdów.
– Z kim jeszcze się kontaktowała?
– Mam całą listę nazwisk – odparł tamten. – Pan odpowiedział pierwszy.
– Czy zadzwoni, gdy wyląduje?
