– Zawsze miała nosa do liczb – skwitował Reacher. – Zapamiętałem to. – Reacher i Dixon spędzili razem trochę czasu, próbując dowieść różnych znanych twierdzeń matematycznych lub je obalić. Beznadziejne zadanie, zważywszy na fakt, że oboje byli amatorami. Dixon miała czarne włosy, była bardzo ładna i stosunkowo niska. Szczęśliwa kobieta mająca jak najgorsze zdanie o innych. Niestety, w dziewięciu przypadkach na dziesięć okazywało się, że ma rację.

– Skąd tyle o nich wiesz? – zapytał Reacher.

– Śledziłam ich losy – odparła Neagley. – Interesowało mnie to.

– Dlaczego nie udało ci się z nimi skontaktować?

– Nie mam pojęcia. Dzwonię, lecz nikt nie odpowiada.

– Czy ten atak był wymierzony w nas wszystkich?

– Niemożliwe – odpowiedziała Neagley. – Jestem rów – i nie łatwym celem jak Dixon lub O’Donnell, a nikt mnie nie ścigał.

– Przynajmniej do tej pory.

– Być może.

– Zadzwoniłaś do pozostałych tego samego dnia, w którym przelałaś pieniądze na moje konto?

Neagley skinęła głową.

– Od tego czasu minęły zaledwie trzy dni – zauważył Reacher. – Może wszyscy byli zajęci.

– Co masz zamiar zrobić? Czekać, aż się odezwą?

– Wolałbym o nich zapomnieć. Wspólnymi siłami rozwiążemy sprawę śmierci Franza. Wystarczy nas dwoje.

– Byłoby lepiej, gdyby udało się zebrać starą grupę. Stanowiliśmy zgrany zespół. Byłeś najlepszym dowódcą, jakiego miała armia.

Reacher nie odpowiedział ani słowa.

– O co ci chodzi? – zapytała Neagley. – O czym myślisz?

– Pomyślałem, że gdybym chciał napisać historię od nowa, zacząłbym o wiele wcześniej.

Neagley złożyła dłonie, opierając je na czarnym segregatorze. Smukłe palce, brązowa skóra, lakierowane paznokcie, wyraźnie zarysowane ścięgna.

– Mam jedno pytanie – powiedziała. – Przypuśćmy, że skontaktowałabym się z innymi. Przypuśćmy, że dałabym sobie spokój z twoim bankiem. Przypuśćmy, że po latach dowiedziałbyś się, że Franz został zamordowany, a nasza szóstka załatwiła sprawę bez ciebie. Jak byś się czuł?



25 из 331