— Tak, to prawda, panie Levy — rzekł profesor manipulując pokrętłami na tarczy kontrolnej. — Rok Pański 1000… Ruszamy! — Zaklął i ponownie jął grzebać w desce rozdzielczej. — Większość tych tarcz i guzików to atrapy, dlatego ciągle się mylę — wyjaśnił.

— Zbudowaliśmy te maszynerię dla potrzeb filmów grozy. Tego typu urządzenia muszą wyglądać realistycznie — odparł dziwnie szybko Barney. Na jego twarzy pojawiły się strużki potu. — I to uczyniło ją zupełnie nierealną, ot co! — profesor Hewett pomrukiwał gniewnie, czyniąc ostatnie poprawki i w końcu przekręcił wielki, wielobiegunowy przełącznik.

Silnik generatora zawył pod wpływem gwałtownego wzrostu poboru mocy. Trzeszczące wyładowania elektryczne wypełniły przestrzeń nad aparaturą; na odsłoniętych powierzchniach zamigotały drobiny zimnego ognia. Wszyscy poczuli, że włosy stają im dęba.

— Coś się zepsuło — wydusił z siebie Jens Lynn.

— W żadnym wypadku — odrzekł spokojnie profesor Hewett, robiąc nieznaczne poprawki w mechanizmie. — Po prostu efekt uboczny, wyładowania statyczne bez najmniejszego znaczenia. W tej chwili tworzy się pole. Sądzę, że niedługo wszyscy to poczują.

I rzeczywiście.

— Czuje się, jakby ktoś wpieprzył mi w pępek duży klucz francuski i nawijał na niego moje bebechy podzielił się swymi doznaniami Dallas.

— Jakkolwiek nie wyraziłbym Tego tymi słowami, całkowicie zgadzam się z opisem symptomów przytaknął Lynn.

— Przełączam na automatyczną — profesor uniósł się znad pulpitu sterowniczego i wcisnął jakiś guzik. — W ciągu mikrosekundy największego poboru mocy korektury selenowe będą działać samoczynnie. Możemy to zaobserwować na tej tarczy. Kiedy wskazówka dojdzie do zera…

— Dwanaście — stwierdził Barney wlepiając oczy w przyrząd.

— Dziesięć — odczytywał profesor. — Teraz tworzy się ładunek.



10 из 187