W mieszkaniu czuł się stosunkowo bezpiecznie. Najtrudniejsza chwila nadeszła, kiedy ukrywszy pod łóżkiem szczelnie owinięte ciało Ethel i bagaże, otworzył frontowe drzwi. Powietrze było ostre i wilgotne, zanosiło się na śnieg. Wiatr wdarł się zimnym tchnieniem do wnętrza mieszkania. Natychmiast zamknął drzwi. Było dopiero kilka minut po szóstej i ulice roiły się od ludzi wracających z pracy. Odczekał jeszcze prawie dwie godziny, a potem wymknął się z mieszkania, dwukrotnie przekręcił klucz w zamku i poszedł do taniego punktu wynajmu pojazdów. Podjechał samochodem pod dom Ethel. Szczęście mu sprzyjało, znalazł miejsce do parkowania prawie dokładnie przed kamienicą. Zapadł zmrok i ulica była pusta.

W dwóch nawrotach przeniósł bagaże do samochodu. Trzeci etap był najgorszy. Postawił kołnierz płaszcza, nałożył starą czapkę, którą znalazł na podłodze wynajętego auta, i wyniósł z mieszkania plastikowy worek z ciałem Ethel. W chwili, kiedy zatrzasnął bagażnik, po raz pierwszy poczuł, że zdoła zapewnić sobie bezpieczeństwo.

Okropny był powrót do mieszkania, żeby się upewnić, że nie zostały tam żadne ślady krwi, żadne oznaki czyjejś obecności. Każdy nerw jego ciała wprost krzyczał, żeby pędzić do parku stanowego i pozbyć się zwłok, ale on wiedział, że to szaleństwo. Policja może zauważyć, że ktoś próbuje dostać się do parku w nocy. Zamiast tego zostawił samochód na ulicy sześć przecznic dalej, powrócił do codziennych zajęć, a o piątej rano wyruszył w drogę razem z falą najwcześniej dojeżdżających do pracy…

Już w porządku, powiedział sobie. Jestem bezpieczny!

Dopiero kiedy przełknął ostatni rozgrzewający łyk burbona, uświadomił sobie, że popełnił jeden straszliwy błąd. Zrozumiał natychmiast, kto niemal na pewno go zdemaskuje.



6 из 235