
– Rozumiem. – Neeve znała ojca wystarczająco dobrze, żeby nie pytać więcej. – No, skoro przestałeś trząść się nade mną… – Spojrzała na zegarek. – Muszę lecieć.
Przy drzwiach się zawahała.
– Myles, znam ubrania Ethel jak własne. Zniknęła w czwartek albo w piątek, w trzaskający mróz, bez ciepłego okrycia. Jak to wyjaśnisz?
Ojciec zaczął już czytać „Timesa”. Teraz odłożył gazetę z cierpliwą miną.
– Zagrajmy w udawanie – zaproponował. – Udawajmy, że Ethel zobaczyła na cudzej wystawie płaszcz i zdecydowała, że właśnie takiego potrzebuje.
Ta gra w udawanie zaczęła się, kiedy Neeve miała cztery latka i wypiła zabronioną puszkę coca-coli. Podniosła wzrok od otwartych drzwi lodówki, gdzie z rozkoszą sączyła ostatnie krople, i zobaczyła Mylesa mierzącego ją groźnym wzrokiem. „Mam dobry pomysł, tato – powiedziała spiesznie. – Zagrajmy w udawanie. Udawajmy, że cola to sok jabłkowy”.
Nagle zrobiło jej się głupio.
– Właśnie dlatego ty jesteś gliną, a ja prowadzę sklep z odzieżą mruknęła.
Ale zanim wzięła prysznic i ubrała się w ciepły kakaowobrązowy kaszmirowy żakiet z wyłogami i wywijanymi rękawami oraz miękko przymarszczoną czarną wełnianą spódnicę do pół łydki, odnalazła lukę w rozumowaniu Mylesa. Dawno temu cola nie zmieniła się w sok jabłkowy, a teraz Neeve mogła się założyć o cały swój majątek, że Ethel nie kupiła płaszcza u nikogo innego.
W środę rano Douglas Brown obudził się wcześnie i zaczął dzień od umocnienia swojej dominacji w apartamencie ciotki. Zeszłego wieczora po powrocie z pracy przeżył przyjemną niespodziankę, kiedy zastał mieszkanie wysprzątane na wysoki połysk i nawet uporządkowane, o ile to możliwe przy stosach papierzysk Ethel. Znalazł w zamrażarce kilka gotowych dań, wybrał lasanię i sączył zimne piwo, kiedy włożył ją do kuchenki. Zaniósł tacę do salonu i zasiadł do jedzenia przed nowym, potężnym, czterdziestocalowym telewizorem Ethel.
Teraz, leżąc na łożu z baldachimem w luksusowej jedwabnej pościeli, rozglądał się po sypialni. Jego walizka wciąż stała na szezlongu, garnitury zwisały z oparcia krzesła. Niech to szlag. Nie powinien raczej używać drogocennej szafy ciotki, ale mógł przecież skorzystać z mniejszej.
