
Tuż za rodzicami Dominik, a jakże.
Chłodny uścisk na powitanie od jego matki; zdołała stanąć tak, byśmy się nie otarły o siebie. Do diabła, nie jestem przecież brudna!
Och, nie wolno mi się złościć.
Wuj Mikael. Marzyciel. Na jego widok czuję ciepło w piersi. Wuj Mikael jest taki dobry, taki odległy od złego świata. Jak oni się nie dobrali! Ale przed chwilą widziałam, że ona ukradkiem uścisnęła jego rękę. Może szukała otuchy i siły na spotkanie z całym rodem? Może to prawda, co mówi mama, że matka ciotki Anette w dzieciństwie całkiem wypaczyła jej charakter? I że ona nic już na to nie może poradzić. Jeśli tak, to szczerze mi jej żal.
Myśli, potok myśli po to tylko, by oddalić ten moment…
Villemo uśmiechnęła się promiennie do Anette znad ramienia Mikaela i otrzymała w odpowiedzi blady, spłoszony uśmieszek.
Biedny wuj Mikael! On uścisnął mnie szczególnie mocno. On także wie, ale rozumie mój ból.
Tak więc został tylko Dominik…
Głęboki głos:
– Dzień dobry, Villemo! Miło znowu cię zobaczyć!
Bądź silna, Villemo! Poczekaj do pożegnania! Do tego czasu musisz postępować zgodnie z życzeniem rodziców!
– Dzień dobry, Dominiku! Jak ty wyrosłeś, mój chłopcze!
Nareszcie podnoszę na niego oczy. On się śmieje. Inni też się śmieją. To tego spotkania lękali się najbardziej. Znalazłam właściwy ton. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Tylko ja czuję długi uścisk dłoni Dominika. Tylko my widzimy nawzajem w swoich oczach tęsknotę i żar.
Wszyscy mnie obejmowali. Dominik tego nie robi. Dzięki ci za to, mój przyjacielu. Ty i ja wiemy, że to by było zbyt trudne.
Nic się nie zmieniło. I… to szaleństwo z mojej strony tak myśleć, ale Bogu niech będą za to dzięki!
Boże mój, chyba zapomniałam, że on jest aż tak pociągający! Wiem, że to moje uczucia czynią go dla mnie jeszcze piękniejszym, ale serce szarpie mi nieutulona tęsknota. Sprawia mi to fizyczny ból. Z trudem powstrzymałam się, by nie paść mu w ramiona.
