
Rzeczywiście tak było. Tyle tylko, że nie chciałam marnować mojego wolnego czasu dla tej roztrzepanej szajbuski na drugim końcu łącza.
– Mam wolne.
– To świetnie! Wszystko ci zaraz powiem i będziesz mogła przyjechać po nas po pracy. Zgadzasz się?
Nie byłam z tego za bardzo zadowolona, ale cóż miałam powiedzieć?
– Tak.
– Masz kartkę i ołówek?
– Mówiłaś, że pracujesz z Catherine, zgadza się? – Dopiero teraz naprawdę zaczęłam sobie przypominać Monice.
– No, tak.
– Wiem, gdzie ona pracuje. Nie potrzebuję żadnych objaśnień.
– To oczywiste, ależ jestem głupia. Wobec tego do zobaczenia około siedemnastej. Stroje wieczorowe, ale bez wysokich obcasów. Może dziś wieczorem trochę potańczymy.
Nie znoszę tańczyć.
– Jasne, to na razie.
– Do zobaczenia po południu.
Połączenie zostało przerwane. Włączyłam automatyczną sekretarkę i wróciłam do łóżka.
Monica pracowała z Catherine, a zatem musiała być prawniczką. To była przerażająca myśl. Może należała do tych ludzi, którzy potrafili się zorganizować wyłącznie w pracy. Nie.
Dopiero wtedy, gdy już było za późno, uświadomiłam sobie, że przecież mogłam najzwyczajniej w świecie odmówić. Cholera. Ależ byłam dziś błyskotliwa. No, trudno, czy to taka wielka tragedia? Cóż jest złego w obserwowaniu nieznajomych upijających się do nieprzytomności? Jeśli dopisze mi szczęście, może nawet któraś porzyga się w moim aucie.
Gdy ponownie odpłynęłam, nawiedziły mnie dziwne sny. Wszystkie dotyczyły nieznajomej kobiety, tortu z kremem kokosowym i pogrzebu Williego McCoya.
3
Monica Vespucci nosiła znaczek z napisem „Wampiry to także ludzie”. Nie był to obiecujący początek wieczoru. Jej biała jedwabna bluzka z wysokim, wywiniętym kołnierzykiem kontrastowała ostro z ciemną opalenizną spod kwarcówki. Włosy miała krótkie i modnie obcięte, makijaż doskonały.
