
– Nie wiem, po co ja w ogóle z tatą o tym rozmawiam.
– Bo jestem twoim ojcem! I, na Boga, masz mnie słuchać. – Pastor pochylił się do przodu. – Victorio, widziałem kawałek świata i wiem, jak to jest. Hrabia nie ma czystych intencji, a jeśli ty pozwolisz mu na dalsze zaloty, to skończysz jak kobieta upadła. Słyszysz mnie?
– Mama by mnie zrozumiała – mruknęła Victoria. Ojciec zrobił się czerwony.
– Coś ty powiedziała? Victoria przez chwilę milczała.
– Mówiłam, że mama by mnie zrozumiała. – Twoja matka była bogobojną kobietą i znała swe miejsce. Zgodziłaby się ze mną w tej sprawie.
Victoria pamiętała, jak matka żartowała z nią i Ellie za plecami pastora. Pani Lyndon nie była taka ponura i surowa, jak sobie wyobrażał jej mąż. Tak, uznała Victoria, matka na pewno by mnie zrozumiała.
Długą chwilę patrzyła na brodę ojca, a w końcu uniosła wzrok i zapytała:
– Zakazujesz mi spotykać się z nim?
Tak mocno zacisnął zęby, że Victoria myślała, że pęknie mu szczęka.
– Dobrze wiesz, że nie mogę ci tego zakazać – odparł. – Poskarży się ojcu i wylecę z posady bez referencji. Ty sama musisz z nim zerwać.
– Nie zrobię tego – powiedziała stanowczo. Spojrzała buntowniczym wzrokiem.
– Robert przyjdzie za dwie godziny. Idę z nim na spacer.
– Powiedz mu, że już nie chcesz się z nim spotykać. I to jeszcze dzisiaj. Inaczej się postaram, na Boga, żebyś pożałowała.
Poczuła, że jej opór słabnie. Ojciec nie uderzył jej od wielu lat, od czasów dzieciństwa, ale był tak rozwścieczony, że mógł stracić nad sobą panowanie. Nic nie mówiła.
– Dobrze – powiedział ojciec z satysfakcją w glosie, biorąc jej milczenie za zgodę. – I weź ze sobą Eleonor. Nie wyjdziesz z tego domu w jego towarzystwie bez swojej siostry.
– Tak, tato. – W tej kwestii mogła okazać posłuszeństwo. Ale tylko w tej.
Dwie godziny później przyszedł Robert. Ellie tak szybko otworzyła drzwi, że nawet nie zdążył drugi raz uderzyć kołatką.
