
Wydęła wargi.
– Mama nie je rzeczy z mleka. Ja też nie.
– Jak to? Nie jecie nabiału? – Thea spojrzała na nią ze zgrozą. – Żadnego sera? Masła? Mleka?
– Do tego żadnych ziemniaków, chleba, czerwonego mięsa, soli… – wyliczał ze znużeniem Rhys.
Jej oczy zrobiły się okrągłe. Co w takim razie pozostawało?
– A co ze słodyczami? Z czekoladą? – Z rozpędu omal nie dodała: „Z winem?”.
– Żartuje pani. Lynda w kółko stosuje jakieś diety, liczy kalorie, uważa na każdy kęs. To praktycznie obsesja.
Thea już rozumiała, czemu Sophie przyglądała im się z takim zaintrygowaniem, gdy z radością rzuciły się na śniadanie.
– Musi mieć wspaniałą figurę – rzekła z westchnieniem i pożałowała, że nie zjadła trochę mniej jogurtu.
– Jest zdecydowanie za chuda – zaoponował Rhys. Thea spróbowała sobie wyobrazić, że ktoś powiedziałby coś podobnego o niej. Nie, jej wyobraźnia nie sięgała tak daleko. Z równym powodzeniem można by twierdzić, że George Clooney jest zdecydowanie za brzydki.
Tylko czy naprawdę chciałaby coś podobnego o sobie usłyszeć? To znaczy, kiedyś tak, ale… Ale wyglądało na to, że Rhys wolał, gdy kobieta miała więcej ciała niż wieszak na ubrania. To dobrze.
Chwileczkę, a co to za myśli i skąd się wzięły? Przecież jego preferencje wcale jej nie obchodzą!
– Chciałabym mieć równie silną wolę – wyznała. – Moje próby stosowania diety kończą się tak, że już pierwszego dnia w południe sięgam po batoniki, żeby sobie powetować śniadanie składające się z jednego grejpfruta.
– Nie potrzebujesz diety, ciociu – oznajmiła lojalnie Clara. – Mama zawsze mówi, że masz seksowną figurę i że mężczyźni wolą takie od jakichś patyków.
– Claro! – Thea próbowała kopnąć siostrzenicę pod stołem.
– Przecież nie zmyślam! Mama naprawdę tak mówi – zaoponowała dziewczynka i jeszcze pogorszyła sprawę, zwracając się do Rhysa: – Pan też tak uważa, prawda?
