
– Kazałaś Harry’emu wybrać między wami?
– Mniej więcej.
Wolałaby nie przypominać sobie tamtego koszmarnego dnia. Była śmiertelnie zdenerwowana czekającą ją rozmową. Miała wrażenie, że własnymi rękami niszczyła swoją jedyną szansę na prawdziwe szczęście.
– Harry powiedział, że jest nieustannie rozdarty między nami, czuje się winny oraz przytłoczony sytuacją. Zaproponowałam mu więc czas do namysłu. Przystał na to.
– I?
– I z tego, co wiem, nadal się zastanawia.
– A ty jesteś w tym czasie zawieszona w próżni, nie wiedząc właściwie, czy masz faceta, czy nie?
Usłyszawszy w jego głosie ostry ton, zerknęła na Rhysa ze zdziwieniem. Wyglądał, jakby był zły. Ale o co? Przecież ta cała sytuacja nie dotyczyła go w najmniejszym stopniu.
– Cóż, nie mogę go poganiać. Nie pojechałam więc do Prowansji, za to moja siostra wysłała mnie ze swoją córką na Kretę. No i jestem!
– Przykro mi, że wakacje nie ułożyły się po twojej myśli, ale ze względu na siebie jestem ogromnie zadowolony, że jednak trafiłaś tutaj.
Zrobiło jej się przyjemnie ciepło w środku.
– Nie tyle ja, co Clara.
– Ty też. Jeszcze cieplej.
– Ja też się cieszę z przyjazdu. – Objęła gestem malownicze domki, kolorowe kwiaty w doniczkach, Greków o spalonych słońcem twarzach i, zupełnie bezwiednie, swego towarzysza. – Bardzo mi się tu podoba.
– Wiesz, dobrze, że powiedziałaś mi o Harrym. To ułatwia sprawę.
– Nie rozumiem.
– Bo dzięki niemu nie istnieje niebezpieczeństwo… No, żadne z nas nie weźmie naszego udawania… na poważnie – wyjaśnił nieco niezdarnie, jakby nie był pewien jej reakcji.
