
W porządku, a więc zrobili to w nocy. Hali jest stary i zbudowany według przestarzałych planów. Nie trzeba być geniuszem inżynierii, żeby coś zmajstrować przy instalacji elektrycznej i klimatyzacji. Albo zablokować drzwi. A teraz czekają la ranek, żeby zobaczyć, co zrobi dobry stary Biron, kiedy odkryje, że nie może wyjść. Prawdopodobnie wypuszczą go około południa i będą się zaśmiewać do rozpuku.
— Cha, cha — powiedział ponuro pod nosem. Jeśli tak się sprawy mają, to pół biedy. Ale przecież mógł coś z tym zrobić; przynajmniej trochę zmienić ich scenariusz.
Wracając do pokoju kopnął jakiś przedmiot, który z metalicznym dźwiękiem potoczył się po podłodze. W delikatnej poświacie ; ekranu wizjofonu ledwie dostrzegł jego cień. Szukał pod łóżkiem macając szerokim łukiem. Znalazł i przysunął go bliżej światła. (Nie byli zbyt sprytni. Powinni całkowicie odłączyć wizjofon, a nie tylko zepsuć obwód nadawczy).
Stwierdził, że trzyma w ręku mały pojemnik z niewielkim otworkiem w kopułce umieszczonej na wierzchu. Przysunął przedmiot do nosa i powąchał. Wyjaśniła się obecność dziwnej roni w pokoju. To był hypnit. Oczywiście chłopcy użyli tego, by nie obudził się, gdy oni manipulowali z instalacją elektryczną.
Biron potrafił już odtworzyć krok po kroku wszystkie wydarzenia. Drzwi prawdopodobnie bez trudu dały się wyważyć. To był zresztą jedyny ryzykowny moment — mógł się obudzić, zresztą w ciągu dnia drzwi można było odpowiednio przygotować, tak że potem tylko wyglądały na zamknięte. Nie sprawdzał ich. Nieważne. W każdym razie po otwarciu drzwi wstawili pewnie do środka puszkę hypnitu i zamknęli pokój. Narkotyk ulatniał się powoli, aż wreszcie wytworzył takie stężenie w powietrzu, żeby go porządnie uśpić. Wtedy pewnie weszli, oczywiście w maskach… Jasne! Na kosmos! Wilgotna chusteczka do nosa zatrzymuje hypnit przez kwadrans. Nie potrzebowali więcej czasu, żeby zrobić wszystko, co zaplanowali.
