
KWALIFIKACJE: ŻADNE
ZASŁUGI: ŻADNE
REKOMENDACJE: ŻADNE
UWAGI PERSONALNE: Człowiek silny fizycznie o potencjale intelektualnym przyhamowanym na skutek całkowitego braku ambicji. Wykazuje się minimalną inicjatywą. Być może rozbudziłby go jakiś nieprzewidziany wstrząs, ale Psycholodzy nie potrafią znaleźć klucza. Awansowanie nie zalecane. Człowiek ten utknął w martwym punkcie.
Statek kosmiczny „Nomad” dryfował w połowie drogi miedzy Marsem a Jowiszem. Obojętne, jaka była wojenna katastrofa, która uczyniła go wrakiem, poszarpała ona lśniącą, stalową rakietę, pozostawiając odarty z poszycia szkielet ze zwisającymi z niego szczątkami kabin, ładowni, pokładów i grodzi. Wielkie dziury w kadłubie buchały oślepiającym światłem od strony zwróconej ku słońcu i skrzyły się lodowatymi krostami gwiazd od strony pogrążonej w mroku kosmicznej nocy. S.S. „Nomad” był nieważką pustką oślepiającego słońca i czarnego jak smoła cienia, cichą i ściętą mrozem.
Wrak zagracały unoszące się w próżni zlepki zamarzniętego rumowiska, które zawisło we wnętrzu zniszczonego statku niczym migawkowa fotografia eksplozji mającej tu kiedyś miejsce. Znikome siły grawitacji, z którymi oddziaływały na siebie kawałki tego gruzu, zbijały je powoli w grona regularnie roztrącane na wszystkie strony przez przechodzącego miedzy nimi jedynego, pozostałego przy życiu człowieka na pokładzie — Gullivera Foyle, Numer Ewidencyjny AS-128/127:006.
Mieszkał w jedynym, hermetycznym, nienaruszonym pomieszczeniu na wraku — w schowku na narzędzia, nie opodal korytarza pokładu głównego. Schowek miał cztery stopy szerokości, cztery stopy długości i dziewięć stóp wysokości. Był wielkości trumny wielkoluda. Sześćset lat wcześniej uwięzienie człowieka na kilka tygodni w klatce tych rozmiarów uważano za najbardziej wyrafinowaną torturę Wschodu. Foyle wegetował w tej nieoświetlonej trumnie przez pięć miesięcy, dwadzieścia dni i cztery godziny.
