
Dysze obcego statku zgasły. Zauważono go. Będzie ocalony. Urodził się na nowo.
— Chodź, dziecinko — nucił Foyle. — Pośpiesz się, kurczę. Chodź, dziecinko.
Obcy statek sunął majestatycznie na granicy światła i cienia, zbliżając się powoli niczym widmowa torpeda i obserwując „Nomada”. Przez moment serce Foyla przestało bić. Statek zachowywał się tak ostrożnie, że Foyle pomyślał z rozpaczą, iż może to być wroga jednostka z Satelitów Zewnętrznych. Tracił już nadzieje na uzyskanie odpowiedzi, gdy na burcie obcego dostrzegł sławne, czerwono-niebieskie godło, znak firmowy potężnego klanu przemysłowego Presteigna; Presteign z Ziemi. Potężny, hojny, wspaniały. Teraz wiedział już, że to statek siostrzany, bo „Nomad” również należał do Presteigna. Wiedział już teraz, że to szukający go anioł kosmosu.
— Kochanie — nucił Foyle — aniołku, zabierz mnie do domu.
Siostrzany statek zrównał się z „Nomadem”. Iluminatory ciągnące się wzdłuż jego burty jarzyły się ciepłym światłem. Wyraźnie widać było nazwę i numer rejestracyjny wypisane podświetlonym literami na kadłubie: „Vorga T:1339”. Statek szedł przez moment burta w burtę z „Nomadem”, po sekundzie minął go, a po trzech sekundach znikł.
Siostra odtrąciła go; anioł go porzucił. Foyle przestał tańczyć i nucić. Gapił się przez chwile z niedowierzaniem, a potem rzucił się do konsoli sygnalizacyjnej i zaczął walić na oślep w klawisze. Z kadłuba „Nomada”, w szaleństwie białego, czerwonego i zielonego światła, pulsując, błagając, tryskały sygnały niebezpieczeństwa, flary lądowania, startu, kwarantanny…, a „Vorga T:1339” cicho i niewzruszenie przeszła obok, dysze rufowe znowu bluznęły ogniem i statek zaczął przyspieszać.
