Po kilku chwilach ruch ustał.

— Uwaga, klasa — zawołała Robin. — Kontynuujemy. O Boże, gdzie jest pan Foyle. Wciąż mi się wydaje, że go brakuje.

— Nie może go pani winić, że się chowa z tą swoją buźką, pszepani. Na oddziale mózgowym wołamy na niego Straszydło.

— Wygląda przeraźliwie, nieprawdaż, sierżancie Logan? Nie mogą mu usunąć tych blizn?

— Próbują, panno Robin, ale nie wiedzą jeszcze jak. To się nazywa „tatuaż” i to z tych dawno zapomnianych.

— W jaki więc sposób pan Foyle dorobił się takiej twarzy?

— Nikt tego nie wie, panno Robin. Jest na oddziale mózgowym, bo stracił pamięć, kurczę. Nic sobie nie przypomina. Mówiąc miedzy nami, gdybym miał taką gębę jak on, też wolałbym nic nie pamiętać.

Foyle przyjauntował na rampę i jak gdyby nigdy nic zszedł z niej odwracając swoją szkaradną twarz.

— Ćwiczyłem, kurczę — mruknął stając na ziemi.

Robin stłumiła w sobie dreszcz odrazy i zbliżyła się do niego z uśmiechem. Wzięła go pod rękę.

— Powinien pan naprawdę więcej przebywać z nami. Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi i świetnie się bawimy. Proszę się do nas przyłączyć.

Foyle z uporem unikał jej wzroku. Gdy wreszcie wyrwał jej brutalnie rękę, Robin uświadomiła sobie, że jego rękaw był mokry. Przemoczone było całe jego ubranie.

— „Wilgoć? Był gdzieś na deszczu. Ale oglądałam przecież poranne prognozy pogody. Na wschód od St. Louis nie przewidywano żadnych opadów. Musiał się więc jauntować za St. Louis. Ale to powinno przekraczać jego możliwości. Miał przecież stracić całkowicie pamięć i zdolność do jauntowania. Symuluje”.

Foyle doskoczył do niej.

— Zamknij się, kurczę! — wściekłość malująca się na jego twarzy była przerażająca.

— „A zatem symulujesz”.

— Ile wiesz?

— „Tyle, że jesteś głupcem. Przestań robić sceny”.



27 из 238