
Przez chwilę panowała cisza. Humanoidalny Orligianin poruszył się niespokojnie, ale obfite owłosienie nie pozwalało dostrzec zmian wyrazu twarzy. Srebrzyste futro gąsienicowatych Kelgian było w ciągłym ruchu, jednak wyrażane w ten sposób emocje potrafili odczytać tylko przedstawiciele ich gatunku albo ktoś noszący w głowie zapis hipnotaśmy DBLF. Słoniowaci Tralthańczycy klasy FGLI i drobni Dewatti EGCL nie mieli części twarzowych w ludzkim rozumieniu tego słowa, a kwadratowe szczęki i głęboko osadzone oczy krabowatych Melfian nie wyrażały nic.
W końcu ciszę przerwał właśnie jeden z ELNT.
— Należą do klasy fizjologicznej FROB — powiedział zwięźle za pośrednictwem autotranslatora.
Odróżnienie Melfian sprawiało dużo kłopotu. Wszyscy byli prawie tej samej wielkości i tylko wzory na pancerzach mieli odrobinę inne. Na dodatek z czwórki obecnych krabowatych dwóch musiało być chyba bliźniakami. To właśnie jeden z nich udzielił odpowiedzi.
— Zgadza się — przytaknął Conway. — Jak się pan nazywa, doktorze?
— Danalta, starszy lekarzu.
I do tego uprzejmy, pomyślał Conway.
— Bardzo dobrze, Danalta. Ale dojście do tego wniosku zabrało ci sporo czasu. To, że inni w ogóle się nie odezwali, jest sprawą drugorzędną. Wszyscy musicie się nauczyć szybko i trafnie klasyfikować pacjentów…
— Przepraszam najmocniej, starszy lekarzu — wtrącił Melfianin. — Nie chciałem się wyrywać, by nie odebrać szansy kolegom. Moja wiedza, chociaż obecnie jeszcze ograniczona, opiera się na informacjach o systemie klasyfikacji fizjologicznej, do których zdołałem dotrzeć na moim zacofanym technologicznie świecie, gdzie nie mamy wielu okazji do kontaktów międzykulturowych czy szerokiego dostępu do danych na temat Szpitala. Poza tym Hudlarianie są tak unikatową i specyficzną formą życia, że nie można przydzielić ich do innej klasy niż FROB.
Conway nie uznałby planety Melf — ani żadnej należącej do Federacji — za zacofaną, więc Danalta musiał przybyć z którejś z kolonii założonych w ostatnich latach przez jego rasę.
