
Tu również byli jej przodkowie, Obcy.
– Ale przystojniacy – stwierdził Tsi-Tsungga, może nie elegancko, lecz szczerze. – Człowiek czuje się przy nich jak śmieć.
I rzeczywiście, ci Obcy byli naprawdę piękni. Znaj- dowali się wśród nich zarówno mężczyźni, jak i kobiety, o wzroście co najmniej dwu i pół metra, mieli wielkie, całkowicie czarne oczy, które przekazali w spadku Lemuryjczykom i wszystkim, w których żyłach płynęła lemuryjska krew, na przykład Dolgowi. Ale oczy Tsi iskrzyły zielenią oczu elfów. Obcy mieli długie czarne włosy i cery tak świeże jak rosa o poranku. Uśmiechali się przyjaźnie do oniemiałych gości i zaprosili ich do ogromnego okrągłego audytorium. Tam przybysze zajęli miejsca w rzędach ławek, na wyszukanych miękkich fotelach obciągniętych jasnobłękitnym puszystym welurem, doskonale harmonizującym z kremowymi, równie puszystymi dywanami na podłodze.
Kata mało nie ukręciła sobie głowy, żeby zajrzeć w kopułę na sklepieniu, ozdobioną drobnym połyskliwym wzorem.
– To gwiazdy – wyjaśniła Misa. Córeczka popatrzyła na nią zdumiona.
– Jak Wiazecka?
– Tak, Gwiazdeczka właśnie od nich wzięła swoje imię. Dlatego, że jej oczy błyszczą jak gwiazdki.
Mała Gwiazdeczka słuchała tego z wielkim zadowoleniem, ona też odchyliła głowę i podziwiała pięknie zdobione sklepienie.
Jakaś kobieta z rodu Obcych wyjaśniła życzliwie:
– Umieściliśmy je tam, by przypominały nam o gwiaździstym niebie ponad światem na zewnątrz.
