— Tak.

— Ale nie będzie trzeba drugiej opiekunki na noc.

— To już zależy od pana.

— I od pani.

Pochylił się nagle i pocałował ją, pocałunkiem tak uprzejmym i pełnym respektu, że Susan poczuła się zaszokowana. Ani otwarta zmysłowość, ani próba podboju nie zdołałyby wywrzeć na niej tak silnego wrażenia. Camden nie dał jej szansy na reakcję — zatrzasnął drzwiczki i ruszył do domu.

Zaciśnięte na kierownicy ręce Susan drżały, dopóki napięcie nie ustąpiło rozbawieniu. To rzeczywiście był rozmyślnie pełen szacunku pocałunek, starannie wyreżyserowana enigma. Ale nic nie mogło gwarantować lepiej, że po nim musi nastąpić kolejny.

Przez chwilę zastanawiała się, jak Camdenowie nazwą swoje córki.


* * *

Doktor Ong szedł zamaszystym krokiem przez słabo oświetlony szpitalny korytarz. Z dyżurki wyjrzała jedna z pielęgniarek, jakby chciała go zatrzymać — był przecież środek nocy, nie pora na odwiedziny — ale widząc wyraz jego twarzy, cofnęła się do pokoju. Tuż za rogiem znajdował się wizjer, przez który można było zajrzeć do sali noworodków. Ku irytacji Onga stała tam Susan Melling, przyciskając twarz do szyby. Co gorsza, płakała.

Ong zdał sobie sprawę, że nigdy nie lubił tej kobiety. A może w ogóle żadnej. Nawet te o nieprzeciętnej umysłowości nie mogą nic poradzić na to, że w każdej chwili ta ich przeklęta uczuciowość może zrobić z nich kompletne idiotki.

— Proszę spojrzeć — odezwała się Susan z cichym śmiechem, gwałtownym gestem zasłaniając usta. — Panie doktorze, proszę spojrzeć.

Za szybą stał Roger Camden, w fartuchu i w masce, tuląc do siebie niemowlę w białej koszulce, zawinięte w różowy kocyk. Oczy Camdena — filmowo niebieskie, bo przecież normalnie mężczyźni nie miewają tak przeraźliwie intensywnych tęczówek — jaśniały radością. Dziecko miało duże oczy, różową skórę i głowę pokrytą złotym puszkiem.



15 из 429