
— Kenzo Yagai powiedziałby, że nie. A jest Śpiącym.
— Powiedziałby, że skorzystają z dobrodziejstw wymiany kontraktowej, nawet kiedy nie biorą w niej bezpośredniego udziału. Przecież cały świat skorzystał na tym, że zaczęliśmy stosować energię Y.
— Chodźcie wreszcie! — zawołała Jeanine. — Leisho, oni mnie topią! Jack, w tej chwili przestań! Leisho, na pomoc!
Leisha roześmiała się. Kiedy wyciągała rękę, żeby chwycić Jeanine, obrzuciła krótkim spojrzeniem twarze Richarda i Tony’ego: na pierwszej ujrzała nieskrywane pożądanie, na drugiej gniew. Tony był na nią zły. Ale o co? Cóż takiego powiedziała, przecież przemawiała w obronie godności i wolnego handlu?
W tej samej chwili Jack ochlapał ją wodą, Carol jemu z kolei sprawiła ciepły prysznic, a tuż obok Leishy znalazł się Richard i śmiejąc się oplótł ją ramionami.
Kiedy udało jej się otrzeć zalane wodą oczy, Tony’ego już nie było.
* * *
Dochodziła północ.
— OK — odezwała się Carol. — Kto zaczyna?
Na porośniętej jeżynami polance sześcioro nastolatków wymieniło spojrzenia. Przenośna lampka na energię Y, przykręcona dla zachowania nastroju, rzucała niesamowity blask na ich twarze i długie, gołe nogi. Rosnące wokół polanki drzewa zwartą ścianą oddzielały ich od budynków posiadłości Camdena. Było gorąco. Sierpniowe powietrze wisiało nad głowami ciężko i posępnie. W głosowaniu ustalili, że nie przyniosą klimatyzatora. To miał być powrót do tego, co prymitywne i niebezpieczne.
Sześć par oczu gapiło się na szklankę w dłoni Carol.
— No, szybciej — zniecierpliwiła się. — Kto chce się napić? — Jej głos brzmiał beztrosko, przesadnie dziarsko. — Wystarczająco się namęczyłam, żeby to zdobyć.
— A jak właściwie ci się to udało? — zainteresował się Richard, jedyny obok Tony’ego, który nie miał żadnych wpływowych krewnych ani większych pieniędzy. — Na dodatek w takiej postaci, żeby dało się pić?
