— Tak! — powiedział właściciel z wyzwaniem. — To jego fajka. Jego kurtka. Jego ciupaga… „Niech pan weźmie ze sobą ciupagę”, powiedziałem mu tego ranka. Ale on się tylko uśmiechnął i pokręcił głową. „Ale przecież nie chce pan tam pozostać na zawsze!” — zawołałem zmrożony strasznym przeczuciem, „Pour-quapas?” — odpowiedział mi po francusku. Do dzisiaj nie udało mi się wyjaśnić, co też to mogłoby znaczyć…

— To znaczy „Dlaczego by nie?” — wyjaśniłem.

Gospodarz z żałością pokiwał głową.

— Tak też myślałem… No a to jego sakwojaż. Nie pozwoliłem policji grzebać w jego rzeczach…

— A to jest jego gazeta — powiedziałem. Widziałem wyraźnie, że to była przedwczorajsza „Muir Gazette”.

— Nie — powiedział Cenevert. — Gazeta oczywiście nie jest jego.

— Też odnoszę takie wrażenie — przyznałem.

— To oczywiście nie jest jego gazeta — powtórzył. — I fajkę naturalnie palił tu nie on, ale ktoś inny.

Wymruczałem coś na temat niedostatecznego poszanowania pamięci zmarłych.

— Nie — w zamyśleniu zaprzeczył właściciel. — To znacznie bardziej skomplikowane, panie Glebsky. Ale o tym porozmawiamy innym razem. Teraz pójdziemy do pańskiego pokoju.

Jednakże zanim wyszliśmy, Cenevert zajrzał do łazienki, otworzył i zamknął szafę, a następnie podszedł do okna i uderzył dłonią w portiery. Według mnie miał ogromną ochotę zajrzeć również pod łóżko, ale się opanował. Wyszliśmy na korytarz.

— Inspektor Segut kiedyś mi opowiadał — powiedział gospodarz po chwili milczenia — że jego specjalnością byli tak zwani kasiarze. A pańską, oczywiście jeśli to nie sekret?

I otworzył przede mną drzwi pokoju numer 4.

— Bardzo nieciekawa: przestępstwa służbowe, malwersacje, fałszerstwa, podrabianie dokumentów…

Pokój spodobał mi się od razu. Wszystko w nim lśniło czystością, powietrze było świeże, na stole ani pyłka, za wymytym oknem śnieżna równina i liliowe góry.



5 из 187