
Wigilia (czuwanie): kilka godzin dostojnej bliskości, poczucie bezpieczeństwa, kulminacja wzruszenia przy dzieleniu się opłatkiem, prezenty, uniesienie przy śpiewaniu kolęd. Większość z nas śpiewa tylko raz w roku. Właśnie kolędy i właśnie w czasie wigilii. Muzyka i śpiew inicjują produkcję hormonu szczęścia (dopaminy), uaktywniając w mózgu tak zwaną ścieżkę nagrody, kilka miliardów neuronów w środkowej jego części. Ten sam obszar jest aktywny, gdy zaspokajamy głód, gasimy pragnienie lub uprawiamy seks. Prezenty? W normalnej sytuacji wyraźnie rozgraniczamy pomiędzy „moje” i „twoje”. Dba o to znowu hormon stresu: kortyzol, którego właściwie nie produkujemy, gdy jesteśmy „na wigilijnej dopaminie”. Wigilia to głównie emocje, na których przede wszystkim jesteśmy skupieni. Są dla nas najważniejsze. Może dlatego – okazuje się, że nie ma w tym paradoksu – mało kto modli się podczas wigilii.
Kiedyś porównano aktywność mózgu u osób wierzących, które odczytywały modlitwy i teksty niereligijne. Stwierdzono bez żadnych wątpliwości, że przy odczytywaniu modlitw aktywność mózgu wyraźnie wzrosła. Jednakże tylko w tym obszarze, który kojarzony jest z racjonalnym myśleniem, a nie z uczuciami. Religia jest bardziej sprawą rozsądku niż emocji. Także podczas wigilii.
Gdy czytam podobne raporty „neuroteologów”, przypominam sobie tę małą dziewczynkę szaleńczo biegnącą przez ulicę w kierunku choinki i cieszę się, że człowieka tak naprawdę może opisać poeta, a nie laborant…
