
– Pilnował? Mnie?
Myron skinął głową.
– Sądzi, że ktoś pani zagraża.
Zacisnęła szczękę.
– Powiedziałam mu, że nie życzę sobie pilnowania.
– Wiem. Mam to robić potajemnie. Cicho, sza.
– Dlaczego pan mi o tym mówi?
– Mnie się nie trzymają tajemnice.
Skinęła głową.
– No i?
– Jeśli mam być pani menedżerem, to nie warto zaczynać naszej współpracy od kłamstwa.
Usiadła wygodnie, krzyżując nogi dłuższe niż kolejka w wydziale komunikacji w porze lunchu.
– Co jeszcze zalecił panu Norm?
– Żebym użył swego czaru.
Zamrugała.
– Bez obawy. Uroczyście przysiągłem używać go wyłącznie w dobrych sprawach.
– Moje szczęście. – Brenda uniosła w górę długi palec i kilkakroć stuknęła nim w podbródek. – A więc Norm uważa, że potrzebuję niańki.
Myron wyrzucił ręce w górę.
– A kto mówi o niańce? – spytał, parodiując Zuckermana. Choć wyszło mu to lepiej niż naśladowanie człowieka słonia, to z pewnością nikt nie ostrzegłby w te pędy parodysty Richa Little’a, że wyrosła mu konkurencja.
Brenda uśmiechnęła się.
– Dobrze. – Skinęła głową. – Zgadzam się.
– Jestem mile zaskoczony.
– Niepotrzebnie. Zamiast pana Norm mógłby wynająć kogoś, kto nie byłby ze mną taki szczery. A tak będę przynajmniej wiedzieć, co się dzieje.
– Logiczne.
– Ale mam pewne warunki.
– Tak myślałem.
– Chcę mieć pełną swobodę w tym, co robię. Nie pozwolę naruszać mojej prywatności.
– Oczywiście.
– Jeżeli każę panu zejść mi z oczu, to spyta się pan, na jak długo.
– Dobrze.
– Żadnego szpiegowania mnie bez mojej wiedzy.
– Tak jest.
– I wtrącania się w moje sprawy.
– Zgoda.
– Ani słowa, jeżeli nie wrócę na noc do domu.
– Ani mru-mru.
– Ani słowa, jeśli wezmę udział w orgii z pigmejami.
– A nie mógłbym chociaż popatrzeć?
