
– Potrzebuję pana tu, na dole.
– A ja potrzebuję pana tutaj – odparł technik.
***
Emerson wszedł na pierwsze piętro i zastał wszystkich techników pochylonych nad wąską szczeliną w betonie i oświetlających ją latarkami.
– Szczelina dylatacyjna – powiedział szef ekipy. – I niech pan spojrzy, co do niej wpadło.
Emerson przecisnął się bliżej, spojrzał i zobaczył błysk mosiądzu.
– Łuska – powiedział.
– Facet zabrał resztę. Jednak ta mu umknęła.
– Odciski palców? – spytał Emerson.
– Miejmy nadzieję – odparł technik. – Mało kto nosi rękawiczki, kiedy ładuje magazynek.
– Jak ją stamtąd wyjmiemy?
Technik wstał i przyświecając sobie latarką, znalazł najbliższą puszkę instalacji elektrycznej na suficie. Niepodłączone przewody zwisały z niej jak liście paproci. Spojrzał na podłogę pod nimi i znalazł plątaninę porzuconych kabli. Wybrał osiemnastocalowy kawałek trojżyłowego przewodu. Oczyścił go i zagiął koniec pod kątem prostym. Przewód był sztywny i ciężki. Prawdopodobnie za gruby dla lamp fluorescencyjnych, które zapewne zostaną zamontowane w budynku parkingu. Może dlatego mieli kłopoty ze sfinansowaniem budowy. Może miasto marnotrawiło fundusze.
Wepchnął przewód do szczeliny i przesunął go wzdłuż niej, aż koniec drutu gładko wszedł do środka łuski. Wtedy wyjął ją bardzo ostrożnie, żeby nie zarysować. Wrzucił łuskę do plastikowego woreczka na dowody.
– Spotkamy się na posterunku – powiedział Emerson. -
Za godzinę. Ściągnę prokuratora.
Zaczął odchodzić, idąc równolegle do śladów pozostawionych przez sprawcę. Nagle przystanął przy pustych miejscach do parkowania.
– Opróżnijcie parkometr! – zawołał. – Zdejmijcie odciski ze wszystkich ćwierćdolarówek.
