
Zmarszczyłem brwi.
– Poważnie?
– Może przesadzam, ale widziałem już takie sprawy. Nie takie jak ta, ale wiesz, o czym mówię. Głównymi podejrzanymi zawsze są członkowie rodziny.
– Mówisz o mojej siostrze.
– Nie, mówię o bliskiej rodzinie. A dokładnie, o najbliższej rodzinie.
– Chcesz powiedzieć, że policja mnie podejrzewa?
– Nie wiem, naprawdę nie wiem. – Zamilkł, ale nie na długo. – No dobrze, zapewne tak.
– Przecież zostałem postrzelony, pamiętasz? Porwano moje dziecko.
– No właśnie, a to tym bardziej cię obciąża.
– Jak to?
– Z upływem czasu będą podejrzewali cię coraz bardziej.
– Dlaczego?
– Nie wiem. Po prostu tak już jest. Posłuchaj, porwaniami zajmuje się FBI. Wiesz o tym, prawda? Jeśli dziecka nie ma dwadzieścia cztery godziny, zakładają, że przewieziono je przez granicę stanu i przejmują sprawę.
– I co?
– I po mniej więcej dziesięciu dniach ściągnęli tu masę agentów.
Założyli podsłuch na wszystkie twoje telefony i czekali na żądanie okupu albo coś takiego. Jednak później stracili zapał.
Oczywiście, to zupełnie normalne. Nie mogli czekać w nieskończoność, pozostawili więc tylko agenta lub dwóch. Zmieniło się ich podejście do sprawy. Porwanie dla okupu stało się mniej prawdopodobne; zaczęli podejrzewać, że to było zwykłe uprowadzenie. Mimo to sądzę, że wciąż podsłuchują twoje rozmowy. Jeszcze o to nie pytałem, ale zrobię to. Będą twierdzili, że pozostawili podsłuch na wypadek, gdyby jednak ktoś zadzwonił z żądaniem okupu. Jednak robią to w nadziei, że powiesz coś, co cię obciąży.
