
– Tak, oczywiście. Gdzie ona jest?
Regan z trzaskiem zamknął notes.
– Nie zastaliśmy jej po przybyciu na miejsce zbrodni.
Zaparło mi dech.
– Nie rozumiem.
– Początkowo mieliśmy nadzieję, że jest pod opieką któregoś z krewnych lub przyjaciół. Może nawet opiekunki, ale… Zamilkł.
– Chce mi pan powiedzieć, że nie wiecie, gdzie jest Tara? Tym razem odparł bez wahania:
– Tak, zgadza się.
Miałem wrażenie, że olbrzymia dłoń zaciska się na mojej piersi.
Zamknąłem oczy i opadłem na łóżko. – Jak długo? – zapytałem.
– Pyta pan, kiedy zaginęła?
– Tak.
Doktor Heller wtrąciła pospiesznie:
– Musi pan zrozumieć. Był pan ciężko ranny. Pańskie rokowania nie były pomyślne. Leżał pan podłączony do respiratora.
Niewydolność lewego płuca. Ponadto wywiązała się sepsa. Jest pan lekarzem, więc wiem, że nie muszę wyjaśniać, jak poważny był pański stan. Próbowaliśmy zmniejszyć dawkowanie, pomóc panu odzyskać…
– Jak długo? – spytałem ponownie.
Znów wymienili spojrzenia, a potem Heller powiedziała coś, co sprawiło, że znowu zaparło mi dech. – Był pan nieprzytomny przez dwanaście dni.
– Robimy wszystko co w naszej mocy – powiedział Regan zbyt gładko, jakby ćwiczył to zdanie, stojąc przy moim łóżku, kiedy byłem nieprzytomny. – Jak już mówiłem, z początku nie byliśmy pewni, że mamy do czynienia z zaginięciem dziecka.
Straciliśmy trochę cennego czasu, ale teraz to nadrabiamy.
Zdjęcie Tary zostało rozesłane na wszystkie posterunki policji, lotniska, kasy przy wjazdach na autostrady, dworce autobusowe i kolejowe oraz podobne miejsca w promieniu stu sześćdziesięciu kilometrów. Porównujemy sprawy podobnych porwań, usiłując wytypować ewentualnych sprawców.
– Dwanaście dni – powtórzyłem.
– Założyliśmy podsłuch na pańskie telefony: domowy, służbowy, komórkowy…
